Przyłączam się do popularnej w polskim komiksowie akcji i przedstawiam listę pięciu komiksów wydanych w 2016 roku, które okazały się dla mnie w jakiś sposób najważniejsze. 

 

Do “Przybij piątkę komiksowi” zostałem w tym roku nominowani dwukrotnie. Najpierw przez Marcina Kamińskiego (www.kamienzserca.pl), a potem Jerzego Łanuszewskiego (www.komiks.gildia.pl). W takim wypadku nie mogłem postąpić inaczej i musiałem napisać trochę o komiksach wydanych w roku 2016, które w jakiś sposób zrobiły na mnie największe wrażenie. Jest to bardzo subiektywna lista, w żaden sposób nie będąca próbą wskazania najlepszych komiksów zeszłego roku, bo mam ich jeszcze za dużo nadrobienia. Jednak wszystkie albumy, które znajdziecie poniżej mają mój osobisty znak jakości i jestem w stanie polecić je każdemu, kto szuka w komiksie czegoś więcej niż tylko prostej rozrywki.

arab przyszłości

Arab przyszłości – Komiksy mają bardzo duże szczęście do utalentowanych autorów opisujących swoje życie na Bliskim Wschodzie. Do ich grona dołączył Riad Sattouf, który w swoich wspomnieniach przedstawia przemyślenia dotyczące dorastania na styku kultur i pod kontrolą władczego ojca, który sam jest zagubiony w konflikcie tradycji z nowoczesnością. Porównanie “Araba przyszłości” do “Mausa” i “Persepolis” to dla mnie lekka przesada, ale nie zmienia to faktu, że po komiks powinien sięgnąć każdy, kto interesuje się najnowszą historią i próbuje zrozumieć korzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie. To zabawna, przewrotna i zjadliwa satyra, która za sprawą wesołej, cartoonowej wręcz kreski opowiada o sprawach jak najbardziej serio. Trzeba podziękować Kulturze Gniewu, że po raz kolejny (po “Grach jaskółek”) sięgnęła po bliskowschodnią tematykę. To ważne komiksy, świetnie wpisujące się w dzisiejszy świat.

skalp komiks

Skalp – Na początku podchodziłem do tego tytułu z bardzo dużą rezerwą. To kwestia mojego systemu obronnego, który załącza się każdym razem, kiedy słyszę o tym, jak jakiś komiks jest ostry i bezkompromisowy. Często zdarza się, że takie opinie przylegają do albumów, które okazują się potem po prostu gówniarskie i krzykliwe, ale na pewno nie uderzają, tak jak trzeba. Jednak w przypadku opowieści o patologii trawiącej zapomniany przez świat rezerwat Indian, wszelkie pozytywne opinie są prawdziwe. Ten komiks szybko kopie w twarz i pozostawia oszołomionym przez cały czas. Pozornie prosta historia o zbuntowanym Indianinie, który wraca do rezerwatu jako tajny agent FBI nabiera głębi z każdym rozdziałem. To dlatego, że Aaron poświęca dużo miejsca na rozwój nawet drugoplanowych postaci, przez co całość robi się mięsista i wiarygodna. Do tego dochodzi społeczne, pozbawione poprawności podejście, z jakim opisuje patologie samego rezerwatu. Wszystko to podkreślane przez soczyste rysunki Guery. Naprawdę mocny tytułi jeden z najlepszych mainstreamowych komiksów znajdujących się obecnie na rynku.

bedziesz-okladka

Będziesz smażyć się w piekle – Polskie zaskoczenie tego roku. Estetyka Prosiaka nie zawsze mi w przeszłości pasowała, więc do jego nowego komiksu podchodziłem z ciekawością, ale bez wielkiej ekscytacji. Ta natomiast pojawiła się już po kilku minutach czytania. Grubaśny album pełen pełnokrwistych postaci, muzycznych nawiązań i przede wszystkim emocji. Część bohaterów naprawdę polubiłem, jednego znienawidziłem, parę razy szczerze się uśmiałem, a także wzruszyłem. To prosta historia o pasji i poświęcenia dla niej oraz dorastaniu do odpowiedzialności, nakreślona tak barwnie, że wciąga bez reszty. Jeden z najlepszych komiksów jakie czytałem w tym roku i jedna z najlepszych polskich rzeczy od dawna. Piękna rzecz napisana z niezwykłą, twórczą energią. A córeczka głównego bohatera to jedno z najbardziej uroczych stworzeń w historii.

mooncop

Mooncop – Tom Gauld jest jednym z moich komiksowych mistrzów, a ten album to kolejny dowód na jego geniusz. Opowieść o gliniarzu na Księżycu okazuje się zaskakująco pozbawiona akcji i ekscytujących wydarzeń. Przez cały komiks obserwujemy bohatera, który jest najzwyczajniej na świecie niepotrzebny. Jednak paradoksalnie, jest to cholernie ciekawe, bo Gauld posiadł bardzo rzadki dar opowiadania o niczym w taki sposób, że zawiera się w tym bardzo dużo treści. Ten komiks wyrasta poza swoje kadry. Jest tu jakaś nieuchwytna nostalgia i smutek podszyty bardzo czarnym dowcipem. To jeden z tych komiksów, które czyta się błyskawicznie i odkłada na półkę. Jednak już chwilę potem coś każę sięgnąć po niego ponownie i ponownie. Pięknie narysowana, bardzo przewrotna i tylko pozornie prosta opowieść, która zagnieździ się w Waszych mózgach na dobre.

codzienna walka

Codzienna walka – ten komiks zdobył tak dobre recenzje i znalazł się w tak wielu topkach roku 2016, że podchodziłem do niego z naprawdę sporymi oczekiwaniami. Takimi na zasadzie “no komiksiku, pokaż mi, czy naprawdę jest z ciebie taki kozak”. I czekałem, gotując się na wielkie uderzenie, a ono nie nadeszło, bo to nie jest komiks, który wali po głowie od pierwszych stron. On podchodzi do czytelnika powoli i subtelnie, pomalutku go rozmiękczając. A kiedy ten zorientuje się, to już jest za późno, bo wpadł na dobre. Mało jest tak banalnych stwierdzeń, jak to o pokazywaniu “prawdziwego życia”, ale tutaj pasuje ono idealnie. Postaci i problemy przedstawione w komiksie są prawdziwe aż do bólu. I to jest właśnie piękne, bo Larcenet w żaden sposób nie próbuje nam słodzić, dawkując swojemu bohaterowi zarówno dobre i bolesne chwile (tych trochę więcej). To historia o człowieku, który boi się życia i jakichkolwiek zmian. Potem nadal się tego wszystkie boi, ale powoli zaczyna akceptować fakt, że nie da się od nich uciec. I to jest piękne w tym komiksie – chwali siłę życia, ale nie w słodki i naiwny sposób. Zamiast tego pokazuje, że zawsze będzie ciężko, ale tylko od nas zależy, czy się poddamy, czy będziemy próbowali temu życiu sprostać. Może brzmi, jak banał, ale jeśli mogą być one tak mądrze i pięknie podane, to ja poproszę ich więcej. Cudowne dzieło.