Rodzina Soprano to dla wielu widzów ulubiona produkcja w historii telewizji. Trudno też kłócić się ze stwierdzeniem, że to właśnie od niej rozpoczęła się współczesna era seriali.

W dziejach każdego medium nastaje przełomowy moment, od którego wszystko zmienia się na zawsze. Dzieło wybijające się na szczyt możliwości danego gatunku, a jednocześnie zdobywające niesamowitą popularność.  Kamień milowy zmieniający świadomość rzeszy odbiorców i ustanawiający nowe standardy. W historii seriali telewizyjnych takich przełomowych punktów można znaleźć przynajmniej kilka, ale żaden z nich nie miał takiego znaczenia, jak wyprodukowana przez HBO Rodzina Soprano. Opowieść o cierpiącym na depresję gangsterze z New Jersey wyznaczyła nowe standardy i położyła podwaliny pod złotą erę telewizji, która nadal trwa w najlepsze.

Rodzina Soprano na elegancko

W tym momencie chciałbym od razu odpowiedzieć fanom wcześniejszych, kultowych seriali, którzy zaraz zakrzykną “jak to nowe standardy? A co z Twin Peaks?”. Odpowiedź jest prosta – owszem, dzieło Lyncha i Frosta pokazało, czym może być produkcja telewizyjna, ale nie był to sukces komercyjny, a trudno też mówić o jakichś naśladowcach. Twin Peaks służyło raczej jako wyjątek od reguły mówiącej, że seriale to rozrywka gorszego sortu, w której dbanie o jakość nie jest tak kluczowe. Musiała minąć prawie dekada, aby powstał serial mogący zmienić taką opinię na dobre. Oczywiście, jak w większości przypadków, za wszystkim stały potrzeby biznesowe. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych HBO pilnie potrzebowało sposobu, aby zwabić do siebie widzów gotowych na płacenie comiesięcznego abonamentu. Nic dziwnego, że padło na seriale, które w założeniu miały nie przypominać niczego, co było dostępne u konkurencji. Jednak nie od razu się udało – pierwszy serial stacji, opowiadające o więzieniu Oz nie było wielkim hitem i nawet dzisiaj pamiętane jest głównie przez najbardziej zagorzałych miłośników stacji. Dopiero w roku 1999 roku pojawiła się Rodzina Soprano autorstwa niejakiego Davida Chase’a.

“Rodzina” i rodzina SopranoRodzina Soprano u terapeutki

Rodzina Soprano to jedna z tych produkcji, o której słyszał chyba każdy, ale dla porządku warto przypomnieć, o czym serial właściwie opowiada. Głównym bohaterem jest Tony Soprano, członek mafii działającej na terenie New Jersey, który musi radzić sobie zarówno z typowymi gangsterskimi problemami, jak z kłopotami z własną rodziną i dorastającymi dziećmi. To wszystko sprawia, że zaczyna siadać mu psychika, a pomocy musi szukać u psychoterapeuty, co w jego środowisku zawodowym jest absolutnym tematem tabu. Przez sześć sezonów obserwujemy rozwój tych wszystkich wątków i poznajemy dziesiątki świetnie rozpisanych, wielowymiarowych postaci. Tu warto zaznaczyć dwie podstawowe sprawy świadczące o wyjątkowości tej historii. Po pierwsze – równowaga między rodziną a “rodziną” jest naprawdę jej istotnym elementem, a dramaty osobiste potrafią być tutaj bardziej ekscytujące niż bandyckie porachunki. Po drugie – zapomnijcie o świecie potężnych gangsterów i olbrzymiego honoru rodem ze starszych filmów o mafii. Ekipa Tony’ego to co najwyżej druga liga zbierająca skrawki z pańskiego stołu. Co prawda sam główny bohater jest dość dziany, ale nie da się powiedzieć tego o wszystkich jego współpracownikach, z których większość stanowią leniwe mendy szukające każdej okazji do łatwego zarobku. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Rodzina Soprano to kontynuacja drogi degradowania opowieści o mafii, następny etap po Chłopcach z ferajny.

Rodzina Soprano sukces zawdzięcza wielu czynnikom

Rodzina Soprano na luzaku

O sukcesie serialu zadecydowało wiele czynników. Na pewno pomogła a w tym zawsze popularna tematyka mafijnego świata, tym razem od bardzo nietypowej strony. Nie zaszkodziło też niespotykane wtedy w serialach psychologiczne pogłębienie postaci oraz niebywale żywe dialogi. Bardzo ważnym elementem okazał się też brak cenzury, która od zawsze jest bolączką klasycznej telewizji w USA. HBO jako stacja prywatna mogła pozwolić sobie na pokazanie wszystkiego, czego nie dało się zrobić u konkurencji. Przekleństwa, seks i bardzo naturalistycznie pokazana przemoc nie stanowiły w tym wypadku problemu, a ta swoboda z czasem stała się znakiem rozpoznawczym większości seriali HBO. Jednak to wszystko nie miałoby takiej siły uderzenia bez genialnej roli nieodżałowanego Jamesa Gandolfiniego, który wcielając się w postać Tony’ego udowodnił, że w telewizji też jest miejsce na wybitne aktorstwo. Niesamowicie charyzmatyczny i wypełniony niezliczonymi niuansami występ pokazał światu, jaki potencjał tkwi w rozwijanej przez lata roli. Możliwe, że gdyby nie Gandolfini, to jeszcze przez lata “poważni” aktorzy patrzyliby z pogardą na propozycje występu w telewizji.

Rodzina Soprano artystycznie

Rodzina Soprano po prawie dwudziestu latach może nie wydawać się już tak odkrywcza, jak kiedyś. Zwłaszcza pierwszy sezon stanowi dowód, że w kwestii jakości produkcyjnej telewizja poszła mocno do przodu. Czuć w tym serialu także pewną przejściowość, bo mamy wyraźną ciągłość fabularną, ale jednocześnie pojawia się także pełno “problemów jednego odcinka”. Jednak nie zmienia to faktu, że całość ogląda się po prostu rewelacyjnie. Nie jest to mój ulubiony serial (więcej miejsca w sercu zajmuje mi The Wire), ale znam ludzi, którzy widzieli wszystkie sezony po pięć razy. Oglądając dzisiejsze produkcje warto pamiętać, że gdyby nie Rodzina Soprano, to jedna z naszych ulubionych rozrywek mogłaby się nie rozrosnąć do dzisiejszych rozmiarów.