Black Panther to bardzo ważny film dla współczesnej popkultury, z tym nawet nie zamierzam się kłócić. Jednak uważam też, że wszechobecny zachwyt nie jest do końca uzasadniony, bo nowa produkcja MCU wywala się na kilku istotnych aspektach. 

Black Panther to już osiemnasty film wchodzący w skład Marvel Cinematic Universe, co jest wynikiem zarówno imponującym, jak i każącym się poważnie zastanowić, kiedy nastąpi moment, w którym ta zalewająca nas w fala ekranizacji superbohaterskich w końcu znudzi się masowemu odbiorcy. Wystarczy jednak poczytać recenzje i pierwsze opinie fanów dotyczące nowej produkcji Disneya/Marvela, aby zrozumieć, że raczej nieprędko. W większości opinii króluje entuzjazm, a często wręcz zachwyt. Osobiście bawiłem się na seansie całkiem dobrze, ale daleki jestem od wychwalania tego filmu pod niebiosa. Dlatego postanowiłem stanąć po stronie malkontentów i przyczepić się trochę do paru elementów opowieści o Królu T’Challi.

Odwołanie się do afrykańskiej tradycji to najlepsza część Blach Panther

Najbardziej boli w tym wszystkim scenariusz, który, nawet jak na standardy MCU, ma pełno dziur logicznych i szybko popada w bolesny schemat sprowadzający się do konieczności sprania tego złego po mordzie. Na początku może wydawać się, że tym razem twórcy idą w inną stronę niż zazwyczaj, ale iluzja szybko opada i tym bardziej widać, jak bardzo uwierająca zaczyna być ta w kółko odtwarzana rutyna. Zwłaszcza, że w tym wypadku naprawdę pole do popisu było o wiele większe niż tylko doprowadzenie do kolejnej finałowej naparzanki. Nie do końca jestem przekonany do samej postaci T’Challi. Mam wrażenie, że scenarzyści nie wiedzieli, na którym elemencie bohatera chcą się skupić, więc dali nam po trochu superbohatera, superszpiega, króla swojego kraju i dumnego mieszkańca Afryki. I przez to trudno go polubić jako osobę – jego charakter gubi się między tymi wszystkimi rolami. Szkoda też, że główny zły filmu ostatecznie także okazuje się dość nudny i ponownie jego rola ogranicza się do bycia “trochę jak główny bohater, ale jednak innym”.

Kostiumy w Black Panther są przepiękne

Moja druga uwaga skierowana jest w trochę bardziej kontrowersyjną stronę, czyli zachwyty nad tym, jak to Black Panther podchodzi poważnie do kwestii społeczno-historycznych dotyczących Afryki i dziedzictwa kolonializmu. Z jednej strony mogę się zgodzić, że to film popkulturowo ważny, bo po raz pierwszy otrzymujemy tak dużą produkcję stworzoną i zagraną głównie przez czarnoskórych artystów. Super jest to, że nastoletni Afroamerykanie dostają swoją porcję bohaterów, którymi mogą się fascynować. Dodatkowo dużo wśród nich fajnie napisanych postaci kobiecych. Morał chwalący dumę z korzeni, ale tylko w połączeniu z otwartością no nowe, też jest całkiem udany. Takie dość proste prawdy, idealne dla docelowego widza w postaci nastolatków. Jednak trochę dziwią mnie entuzjastyczne opinie na temat sporu ideologicznego widzianego w filmie, dotyczącego tego, czy wysoko rozwinięta Wakanda powinna używać swoich zasobów do pomocy czarnoskórym na całym świecie. Owszem, sam punkt wyjściowy jest dość ciekawy, ale i tak sprowadza się do tego, że postać posiadająca kontrowersyjny pogląd pokazana jest jako zafascynowany śmiercią maniak, co bardzo upraszcza całą sprawę. Jak dla mnie, nie różni to się od “rozważań” na temat handlu bronią z Iron Manów. Niby fajnie, że jest poruszony, ale sam ten fakt nie usprawiedliwia banalnego rozwiązania.

Black Panther i Forest Whitaker

W kwestii technicznej Black Panther także nie jest filmem doskonałym. Owszem, samo światotworzenie i połączenie plemiennej tradycji z wysoko rozwiniętą technologią robi wrażenie swoją pomysłowością. Świetnie się patrzy także na wszystkie kolorowe stroje idealnie leżące na pięknych ludziach – to po prostu widoki, do których nasze oko nie jest przyzwyczajone, więc w naturalny sposób budzą ciekawość. Gorzej ma się jednak sprawa z efektami komputerowymi, które w tym wypadku aż rażą swoją sztucznością. Co jest dziwne, bo MCU przyzwyczaiło nas do tego, że CGI wychodzi tam przynajmniej poprawnie. Tutaj jednak mamy do czynienia z paroma wpadkami.

Black Panther i tło CGI

Gdybym miał stawiać Black Panther na jakimś miejscu w rankingu MCU, to znalazłby się mniej więcej, gdzieś w połowie stawki. Jest filmem poprawnym, ogląda go się całkiem miło i na pewno zyskuje za sprawą poruszanej tematyki. Jednak  to trochę za mało, aby przymknąć oko na jego liczne wady. Mam nadzieję, że prawie pewny sukces finansowy sprawi, że takich kulturowych eksperymentów dostaniemy trochę więcej, ale na razie musimy zadowolić się tym, co dostaliśmy. Taka najwyraźniej rola zwiastunów pewnych zmian.