“Shameless” jedzie po bandzie i za nic ma wszelkie świętości. Ten serial pokazuje, że o nizinach społecznych i patologiach da się opowiadać w sposób świeży i lekki, jednocześnie nie tracąc na ciężarze dramatycznym. Czyli zupełnie odwrotnie niż to zazwyczaj bywa w polskich produkcjach poruszających podobne tematy. 

Jedną z największych przywar polskiego kina i telewizji jest fakt, że twórcy nie potrafią opowiadać o patologii inaczej niż poprzez biczowanie się smutkiem i obrazami nędzy. Jak dla mnie temat ten sprowadza się u nas do trzech obrazów: nastolatki w ciąży, źle pokazywane narkotyki i Marian Dziędziel siedzący w podkoszulku i pijący wódkę z gwinta. Wszystkie te “Place Zbawiciela”, “Cześć Tereski”, czy inne “Pręgi” oferują widzom męczącą podróż do świata, w którym panuje tylko szarzyzna i smutek. Nawet Wojciech Smarzowski, jeden z najlepszych polskich reżyserów ostatnich lat, zaczyna już męczyć, bo idąc do kina mając świadomość, że znowu będzie próbniował widza sponiewierać zaczyna się po prostu odczuwać znużenie. Tomasz Grządziela w ostatnim wywiadzie stwierdził, że historia mająca same doły, jest historią źle napisaną, bo jest jak film akcji w którym widzimy same wybuchy. Ja się z tym zdaniem zupełnie zgadzam i od dawna marzę o polskim filmie albo serialu, który pokazywałby ciężkie tematy w sposób świeży, ciekawy, ale jednocześnie niepozbawiony dużej dawki dramatyzmu. Krótko mówiąc, marzę o takim serialu jak “Shameless”, które od czterech lat nie przestaje mnie zachwycać.

Serial powstał w 2004 roku na potrzeby brytyjskiej telewizji, a w 2011 roku doczekał się swojego amerykańskiego odpowiednika, który produkowany jest przez Showtime. “Shameless” opowiada o rodzinie Galagherów, w skład której wchodzą same czarne owce, a ilość spotykających ją problemów przekracza wszelkie dopuszczalne dawki. Głową rodu jest Frank (rewelacyjny William H.Macy), którego największą miłością życia jest alkohol i to właśnie jemu poświęca całą swoją uwagę. Jego żona uciekła z czarną kierowcą Tira, więc piątka ich dzieci jest zdana na samych siebie. A właściwie na Fionę, najstarszą córkę, która musi przejąc na siebie wszystkie rodzicielskie obowiązki, a sama do świętych nie należy. Nie będę tu się więcej rozpisywał na temat fabuły, bo o nie to mi chodzi w tym tekście. Chcę pokazać, czym “Shameless” odróżnia się od polskich produkcji o podobnej tematyce. Po pierwsze i najważniejsze: serial jest przezabawny i pozbawiony jakichkolwiek zahamowań. Twórcy jadą po bandzie i nie boją się żadnego tabu. Bohaterowie piją, ćpają, kradną, wdają się w bójki i uprawiają seks, bardzo dużo seksu. Wszystko to pokazane jest w bardzo ludzki sposób, to nie jest produkcja, w której zapalenie blanta kończy się na strzykawce wbitej w rękę. Trudno się wręcz oprzeć wrażeniu, że takie luźne podejście do życia jest nawet atrakcyjne. Jednak w tej całej zabawie, uderza nagle dramat i rzeczywistość niepokornej rodziny przestaje być już przyjemna. W “Shameless” tragedie pojawiają się niespodziewanie, często będąc konsekwencją, wydawałoby się, komediowego wątku. I dzięki temu oddziałuje na emocje widza ze zwielokrotnioną mocą.

Kolejną cecha “Shameless”, której brakuje rodzimym produkcjom jest wiarygodność. Oglądając “Pod Mocnym Aniołem” miałem poczucie, że nie mogę się tą opowieścią przejąć, bo po prostu nie znam ludzi, którzy tak mocno piją. Nie znam też ludzi, którzy mają tak przewalone życie jak bohaterowie serialu, ale dużo jego elementów jest bliskich każdemu, kto czasami lubi się mocniej zabawić. Nadmierne picie, używki, wdawanie się w bójki, ucieczki przed stróżami porządku i tego typu rozrywki są chlebem powszednim wielbicieli “piąteczków”. Wiem dobrze, że sam nie raz robiłem rzeczy, które z boku mogły być ocenione jako niezła patologia i dlatego taki sposób jej przedstawiania jest mi bliższy. Pokazywanie, że często od zabawowych zachowań jest o krok do poważniejszych problemów – to do mnie przemawia. Nikt się w końcu nie rodzi z flaszką w ręku. Z drugiej strony, wszystko to ma w sobie ten niebezpiecznie pociągający urok działania poza ustalonymi normami.

I w końcu ostatnia rzecz, za którą tak cenię sobie “Shameless”. Jest nią brak poszanowania dla jakichkolwiek wartości i wszechobecne pogarda dla poprawności politycznej. Twórcy nie boją się wyśmiewać wszelakich stereotypów i często docierają do granicy przegięcia, ale jej nie przekraczają i nie tracą wyczucia smaku, jak to często zdarza się na przykład w takim “South Parku”. Dostaje się tutaj wszystkim, od mniejszości religijnych, rasowych, seksualnych po zacietrzewionych rasistów i homofobów. Poruszane są nawet tematy cięższego kalibru takie jak prostytucja, molestowanie czy złe traktowanie osób upośledzonych umysłowo. Wszystko to, często pokazane w absurdalny sposób, ma na celu wyśmianie wcześniej wspomnianej poprawności politycznej. Bo bohaterom serialu można zarzucić wiele, ale na pewno nie to, że ukrywają się ze swoimi opiniami i działają według utartych odgórnie schematów.