Szlam mi kazał to zrobić. Wylał mi się z głowy, zmienił w usta i powiedział, że potrzebuje oznak miłości. Napisałem, bo serca nie oszukasz. 

Szlam płynie W żyłach większości fanów popkultury z mojego i trochę starszego pokolenia  Możemy rozcieńczać go jak chcemy, próbować zamienić na szlachetniejsze kulturowo płyny, ale nigdy nie pozbędziemy się zielonej mazi w pełni. Bo ona jest obecna z nami prawie od samego początku naszego życia. Tanie powieści fantasy, dziwne kreskówki, niskobudżetowe filmy, gry i komiksy z lat dawnych – to wszystko dla wielu z nas było pierwszymi świadomie przyjmowanymi tworami popkultury. Magiczny okres zmian ustrojowych, kiedy większość mieszkańców Polski nie potrafiła odróżnić, które z rzeczy przybywających z Zachodu są rzeczywiście warte uwagi. Nie było żadnej tamy, więc to wszystko zalało nas niczym toksyczny wyciek z atomowego reaktora i zmieniło na zawsze. Możemy to ukrywać, ale po spotkaniu z zieloną substancją nasze serca kilkukrotnie rosną i zaczynają bić naprawdę.

Szlam to czysta radość
Szlam i piękne okładki ksiażek

Można byłoby tę sprawę skwitować stwierdzeniem “to tylko nostalgia” i przestać zwracać na nią uwagę. Jednak osobiście uważam, że to prawie nigdy nie jest tylko nostalgia i używanie takiego argumentu to czyste lenistwo ludzi, którzy nie chcą przyjrzeć się sprawie bliżej. Nostalgiczne spojrzenie sprawia, że daną rzecz widzimy przez specjalny filtr nie pozwalający na realną ocenę jej wartości. W przypadku wytworów kultury śmieciowej to zjawisko nie występuje w takim natężeniu, bo obcując z nimi rozumiemy, że mamy do czynienia z czymś zdecydowanie słabej jakości. A po porzuceniu wszelkich wymogów estetycznych i innych dziwnych naleciałości pozostaje miejsce tylko na czystą radość. Można by jednak pomyśleć, że w tym momencie odbieramy kulturze popularnej pewną wartość i sprowadzamy ją do masowej rozrywki bez refleksji. Nawet jeśli to prawda (a nie jest), to właściwie co w tym złego?

Szlam Samurai Cop

Żyjemy w czasach, w których wszyscy próbują wmówić nam, że na rozrywkę i czystą, dziecięcą radochę po prostu szkoda czasu. Obecnie większość blockbusterów konstruowana jest tak, aby dało się wytłumaczyć, że to historia z przesłaniem albo komentarz do otaczającej nas rzeczywistości. A co z radosnymi filmami o tym, jak paru dobrych kolesi idzie skopać tyłki złym typkom? O prostych historiach, w których ewidentnie chodzi o to, że ktoś miał ochotę pokazać mutanty/roboty/kosmitów/demony/innnezło? Gdzie czysta radość z tego, że na ekranie dzieje się coś niesamowitego? I ostatecznie: gdzie umiłowanie do zapału ludzi, którzy przy braku umiejętności i budżetu potrafili doprowadzić swoją pracę do końca? To przecież olbrzymie dziedzictwo, które szkoda zastąpić tylko dlatego, że mamy nowe, bardziej świecące zabawki. Zresztą nie jest też tak, że produkcje o pulpowym charakterze od razu są równoznaczne ze syfem – na naszym podwórku wystarczy spojrzeć choćby na komiksu tworzone przez Łukasza Kowalczuka. Przy okazji pozwolę sobie stwierdzić, że ludziom wychowanym w latach dziewięćdziesiątych ten cały klimat prowizorki jest szczególnie bliski, bo przypomina otaczający nas wtedy świat. A szczególnie dużą estymą darzymy wszystkie historie “od zaplecza” opowiadające o tym, jakiego kombinowania często wymagała praca nad daną produkcją.

Szlam to ważny element historii popkultury

Szlam i niebezpieczny kurczak

Czy nie jest tak, że jako rozwijające się istoty ludzkie także w kwestii kultury powinniśmy zwracać uwagę raczej na rzeczy wzniosłe i uszlachetniające? Według mnie idealnym rozwiązaniem jest utrzymywanie pewnej równowagi. Mało kto z nas jest tak naprawdę ukierunkowany tylko na rozwój, to szybko potrafi doprowadzić do dziwnych autofiksacji. Szlamową kulturę uwielbiam właśnie za to, że pozwala mi na zupełnie naturalny odbiór pozbawiony jakiś większych oczekiwań zarówno od dzieła, jak i od siebie – liczy się rozrywka. Jednak nawet w kwestii odbioru takich treści na przestrzeni lat widzę pewne zmiany. Kiedyś złe produkcje dostarczały mi głównie śmiechu “bo były tak złe, że aż dobre”. Obecnie, po latach znajomości potrafię w nich ujrzeć rzeczy, które mówią dużo na temat kształtu kultury w momencie ich powstawania. Stwierdziłbym, że w wysokobudżetowych i wypolerowanych tytułach widzimy świat w taki sposób, w jaki chcą tego potężne wytwórnie. Natomiast szlam pokazuje nam, jak jest naprawdę