Witam w pierwszej odsłonie książkowych rekomendacji zebranych na profilu Kusi na Kulturę. 

Biały zamek

Biały zamek

Jedna z wcześniejszych książek tureckiego noblisty to przewrotna przypowieść o ulotności ludzkiej tożsamości i silę kreowania rzeczywistości przez opowiadanie historii. XVII wiek, młody Wenecjanin trafia w turecką niewolę i dzięki podstawowej wiedzy medycznej i wielkiemu talentowi do kłamstwa szybko poprawia swoją pozycję. W ten sposób dostaje się pod opiekę Hodży – mającego wielkie ambicje uczonego, który jest bliźniaczo podobny do bohatera. Obserwujemy ich współpracę mającą na celu niesienie oświecenia wśród zacofanych tureckich dworzan. Jednak bardziej pasjonujące jest coraz mocniejsze zacieranie się różnićc między bohaterami, które Pamuk eksploruje i wykorzystuje w finale tworzącym niemożliwy do poukładania mętlik w głowie. Jak zawsze w przypadku tego autora jestem zachwycony maestrią nad słowem – jego książki powinno czytać się już dla samej przyjemności obcowania z literackim pięknem.

Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium

Królowie strzelców

Niejednokrotnie pisałem, że oglądanie sportów drużynowych nudzi mnie śmiertelnie i ta cała kibicowska otoczka to nie moja bajka. Jednak zbiór reportaży o historiach sportowców z krajów byłego bloku wschodniego wchłonąłem z wielką przyjemnością. Bo jak nie lubię sportów, to tematyka ludzi żyjących w różnych totalitaryzmach jest mojemu sercu bliska. I właśnie głównie o tym są te opowieści – o wybitnych jednostkach, które miały pecha urodzić się w złym miejscu i czasie i przez to nigdy nie rozwinąć w pełni swoich możliwości. Mamy tu historie radzieckiego rodzeństwa, które podpadło samemu Berii, wybitnego śląskiego piłkarza rozbitego między Polską a Niemcami, czy słynny pojedynek węgierskich i radzieckich piłkarzy wodnych w kilka dni po stłamszeniu madziarskiej rewolucji. Możliwe, że moje nieobeznanie ze sportową historią stanowiło w tym wypadku zaletę, bo dla mnie były to informacje świeże i wcześniej nieznane. Zdarzyć się może, że ktoś bardziej obeznany z tematyką stwierdzi, że są to reportaże zbyt pobieżne. Jednak dla mnie nie sport jest w nich najważniejszy, a właśnie dramat jednostek miażdżonych przez walec dziejów.

Ludzie Dobrej Woli

Ludzie dobrej woli

Krystian Nowak zadebiutował w tym roku za sprawą “Wszyscy ludzie, których znam, są chorzy psychicznie” – książkę jaką należało zakwalifikować do gatunku “śmieszkizm polskim”. Zdziwieniem dla wielu może okazać się, że jego druga książka oddala się od tego naprawdę daleko i jest pisana całkiem serio. Oto opowieść, która jest oparta na konkretnych zdarzeniach, ale mogąca wydarzyć się w każdym wojewodztwie . Połowa zeszłej dekady, w małej mieścinie zdarza się tragedia – pijany kierowca potrąca i zabija na miejscu małego chłopca. Jednak urząd miejski w postaci prezydenta postanawia sprawę zatuszować. Wydawać by się mogło, że śledztwo w sprawie tej śmierci będzie główną osią fabuły, ale szybko okazuje się, że jest nią sam skorumpowany urzędnik. Owszem, wydarzenie będzie wielokrotnie poruszane, ale raczej utrzymane “oh, stało się, smutno nam, ale kogo to tak naprawdę obchodzi poza rodziną”. I właśnie tak ta książka jest zbudowana – wszystkie wydarzenia i nadużycia są przez większość bohaterów zbywane takim właśnie “oj tam, ważne, że wszystko jest w jako takim porządku”. Nowak w ten sposób przelewa frustracje wszystkich, którzy próbują zrobić coś z zabetonowanym systemem. Każdy, kto miał kiedyś do czynienia z mikroklimatem Polski powiatowej, szybko poczuje się jak w smutnym domu. Świat wielkich miast niech ma te swoje zasady, my tu robimy po swojemu i wara Wam od tego. Językowo można się przyczepić do kilku wolt stylistycznych za dużo i pewnych powtórzeń narracyjnych, ale czyta się to po prostu świetnie. Trochę kryminał sądowy, trochę literatura zaangażowana, trochę frustrujący zapis bezsilności. Warto się zapoznać i szczerze mam nadzieję, że Nowak pójdzie jednak w swojej twórczości właśnie w tym kierunku.

 

Mała apokalipsa

Mała apokalipsa

W końcu nadrobiłem chyba najbardziej znaną książkę Konwickiego i jestem pod wielkim wrażeniem. Znużony życiem pisarz jest namawiany przez swoich kolegów z antykomunistycznej opozycji do dokonania samospalenia pod Pałacem Kultury. Pasuje do tej roli idealnie, bo jest wystarczająco znany, aby zostało to zauważone, ale nie na tyle, aby stanowiło to prawdziwą stratę. Obserwujemy jego wędrówkę przez ostatni dzień życia, który z początku normalny, coraz bardziej zaczyna przypominać surrealistyczny koszmar. To obraz świata znudzonego, w którym zarówno opozycja jak i partia rządząca odgrywają rolę niezbędne do funkcjonowania coraz bardziej rozlatującego się systemu. Znaczące jest to, że książka została wydana w 1979 roku, czyli na chwilę przed prawdziwym tąpnięciem zmiana. I właśnie to napięcie i oczekiwanie na mistyczne “coś”, które rozwieje wszechogarniającą stagnacje jest w tej książce najbardziej fascynujące. Oprócz cudownego pióra i jadowitego  dowcipu, to stanowiło dla mnie największe magnes w czasie lektury.