Witam w drugiej odsłonie książkowych polecanek z profilu Kusi na Kulturę. Tym razem padło na “Dom ciszy”, “Kolej podziemną” oraz “Królestwo”.

Dom ciszy 

dom ciszy

Ponowne spotkanie z Pamukiem utwierdziło mnie w przekonaniu, że to jeden z moich ulubionych współczesnych pisarzy. Początek lat osiemdziesiątych w niewielkim kurorcie niedaleko Stambułu. Do rozpadającej się kamienicy, zamieszkałej przez sędziwą Fatmę i jej służącego karła, na tygodniowy urlop przyjeżdżają wnuki kobiety. Fabułę śledzimy z perspektywy pięciu bohaterów – Jest sędziwa nestorka, która wspomina czasy młodości i męża alkoholika mającego obsesję na punkcie stworzenia encyklopedii mającej zmienić jego konserwatywnych rodaków. Ich najstarszego wnuka, który także nie wylewa za kołnierz i opętany jest przez pasję grzebania w archiwach. Jest także wnuk najmłodszy, który próbuje odnaleźć się wśród bogatej młodzieży bawiącej się w turecką wersję La Dolce Vita. Poznajemy także punkt widzenia młodego nacjonalisty pragnącego udowodnić swoją wartość. Ostatnim z narratorów jest wspomniany karzeł Recep, który jako jedyny zdaje się akceptować swój los i pozycje na świecie. Bo “Dom ciszy” to książka o ludziach nie mogących zaakceptować swojego “tu i teraz”, uciekających albo w wypełnioną marzeniami przyszłość, lub dawno minioną przeszłość. Ta frustracja połączona z rezygnacją wzbudziła we mnie niesamowite pokład nostalgii i pewnego pięknego smutku. Ale taka jest już proza Pamuka, porywa i wzbudza prawdziwe emocje, między innymi dzięki jego niesamowitej władzy nad słowem pisanym. Turecki noblista potrafi wyciągnąć coś wspaniałego nawet z pozornie banalnych spraw. Po lekturze kilku jego książek jestem zafascynowany przyjętą przez niego rolą kronikarza zmian zachodzących w tureckim społeczeństwie – od średniowiecza aż po czasy współczesne. Wszystko wydaje się zmieniać, ale ludzie ciągle targani są przez te same emocje i nieustannie próbują zyskać kontrolę nad swoją własną opowieścią.

Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

kolej podziemna

Jeśli narzekacie, że w USA tworzy się za dużo historii o niewolnikach i okrutności Południa, to zaciśnijcie zęby i przeczytajcie tę książkę. Potem już nie musicie sięgać po fabuły związane z tym tematem – Kolej podziemna wydaje się być głosem ostatecznym, choć pewnie niedługo ktoś znowu pokaże nam, że to wcale nie jest prawda. Przerażająca opowieść o podróży Cory – uciekającej z Georgii czarnoskórej niewolnicy, która podróżując tytułową koleją próbuje odciąć się od swojego losu i znaleźć w miejscu, gdzie może żyć jak zwykły człowiek. Jednak nie jest to łatwe, bo zniewolona jest nie tylko zewnętrznie, ale też wewnętrznie – nabyty przez lata niewoli sposób myślenia jest równie krępujący, co fizyczne kajdany. Esej o okrutnej historii USA oraz o działaniu władzy totalitarnej ubrany w szafarz pełnej napięcia historii drogi. Wciąga, wierci palcem w nieprzyjemne miejscach i nie pozwala przejść obojętnie. Jedyne do czego mogę się przyczepić to fakt, że niektóre fragmenty wydają się zbyt monotonne . W USA pewnie robi o wiele większe wrażenie, ale historia jest na tyle uniwersalna, że poruszyć może każdego. Zdecydowanie polecam – takiej literatury powinno pojawiać się jak najwięcej.

 

Królestwo 

Królestwo

Bardzo obawiałem się tego, czy kontynuacja Króla ma w ogóle jakąś rację bytu. W końcu opowieść o Jakubie Szapirze stanowiła zgrabnie zamkniętą całość o upadającym królestwie warszawskiego półświatku, którego potęga okazywała się śmiesznostką w porównaniu z walcem historii. A jednak “Królestwo” okazuje się powieścią równie wciągającą, co jej poprzednik. Tym razem Szapiro służy jako punkt zakotwiczenia dla dwójki narratorów – jego syna Dawida opisującego losy swojego ojca przed i zaraz po wybuchu II wojny światowej, oraz znanej z Króla byłej prostytutki Ryfki, która opisuje swoją opiekę nad Jakubem w czasie Powstania Warszawskiego. Bohaterów jest tu o wiele więcej, bo omnipotencja narratorów pozwala nam poznać losy każdej napotkanej postaci. Często są to szczegółowe, wielostronicowe opisy, które kończą się zazwyczaj tragicznie. Jednak zarówno Ryfka, jak i Dawid są na te tragedie zobojętnieni, a przez to nagromadzenie śmierci i rozpaczy, także zacząłem odczuwać to odrętwienie, przyjmując kolejne opisy, jako następne losowe zdarzenia, które trudno oceniać emocjonalnie. Literacko jest to wszystko napisane wręcz niesamowicie – oczywiście, jeśli ktoś lub to twardochowe balansowanie na granicy pisarskiego kiczu, kiedy to forma potrafi być już naprawdę rozdmuchana. Powieść ma 340 stron, a ja pochłonąłem ją w trzy dni, nie czując żadnego znużenia. Bardziej bałem się tego, że znowu nastąpi coś, co nazywam Twardochtwistem – czymś takim, co było zupełnie niepotrzebne w końcówce “Króla”. Tutaj na szczęście obywa się bez tego, choć kwestią dyskusyjną są ostatnie dwie strony książki, stanowiące mikrorozdział, dla wielu wydającym się już przesadą. Twardoch ponownie pokazuje, że jest jednym z najokrutniejszych polskich pisarzy, który nie pozostawia czytelnikowi szans na poczucie się dobrze w czasie lektury. Jest to książka ważna także z powodów poruszanej tutaj tematyki absurdu przynależności narodowych, religijnych czy przekonań politycznych. Najlepiej to wszystko oddaje chyba pewien wbijający się w mózg cytat (mogę lekko sparafrazować, bo przytaczam go z pamięci) : “Polacy i Żydzi istnieją nie bardziej niż Czerwony Kapturek lub Bóg, którego także nie ma”. Oczywiście te kwestie są o wiele bardziej rozbudowane i poruszane chyba z każdego możliwego punktu widzenia.  Po przeczytaniu całości uważam, że Królestwo musiało opowiadać o znanych już bohaterach, bo inaczej nie przyciągnęłoby do siebie tylu czytelników, a także stałoby się kolejną książka o koszmarze okupacji. Jednak będąc kontynuacją wielkiego hitu, pozwala zwabić czytelników w pułapkę i zrzucić na nich cały ciężar zadawanych przez siebie pytań.