Rafał Szłapa to twórca, któremu udała się rzecz rzadko spotykana w rodzimym komiksie – od lat regularnie wydaje kolejne odcinki swojej serii Bler. W obszernym wywiadzie opowiada między innymi o swoim flagowym tytule i niełatwych losach polskiego autora komiksów.

Zanim Bler zaczął się ukazywać w obecnie znanej formie, przeszedł dość długą drogę. Jak to było z tymi początkami?

Zaczęło się od shorta, który otrzymałem jako zlecenie z krakowskiego wówczas Przekroju. Był rok 2001 i mieliśmy w mediach kolejną falę zainteresowania komiksem. Przekrój przygotował na tą okazję artykuł i jako ilustracje zamówili krótki komiks u Zbigniewa Kasprzaka. Termin składania numeru nadciągał, a komiksu nie było. Redaktorzy dmuchając na zimne zamówili rezerwowy materiał u mnie, ja z kolei uznałem, że temat komiksu najlepiej będzie zilustrować motywem superbohatera i tak narodził się Bler. Na swoich pierwszych czterech stronach Bohater wracał do domu po całym dniu ciężkiej pracy, był zmęczony i sfrustrowany faktem, że mimo użycia nieziemskich mocy nie udało mu ani trochę naprawić świata. Ostatecznie Komiks Pana Zbigniewa dotarł i znalazł się w numerze, a ja zostałem z niewykorzystanym materiałem. Na szczęście, jeszcze wówczas na rynku funkcjonowały magazyny publikujące krótkie polskie historie. Napisałem więc do najładniejszego  z nich, wydawanej w Łodzi Areny komiks, i załapałem się na publikację. W następnych czterech numerach ukazywały się kolejne odcinki Blera, kontynuując pomysły zawarte w pierwszej części. W toku opowieści bohater ewoluował, dorobił się imienia, a także charakterystycznej czupryny. Wzorem jednego z komiksów, na których się wychowałem zmagał się nie tylko ze zwykłymi przestępcami, ale i z włodarzami złej korporacji, którzy chcieli go wykorzystać do własnych celów. Było trochę krytyki na rysunki i scenariusz, ale otrzymywałem także mnóstwo ciepłych słów, wydawało się, że seria na dobre zagości na łamach pisma oraz w sercach czytelników. Sytuacja rynku komiksowego w Polsce zmierzała jednak w innym kierunku i wobec napływu coraz większej ilości albumów zagranicznych zainteresowanie magazynami słabło, zaczęły więc jeden po drugim znikać z rynku. Taki też los spotkał Arenę w 2004 r. Wszelkie pogłoski, że się do tego przyczyniłem są dość przesadzone:) Historia Blera urwała się na dwa odcinki przed planowym zakończeniem całej opowieści i skompletowaniem albumu. Kiedy już na spokojne się do tego zabrałem okazało się, że najlepiej będzie napisać cały scenariusz od nowa. Nie tylko zmieniał się świat wokół mnie, ale i ja się zmieniłem. Nudziło mnie opowiadanie sensacyjnych historyjek o praniu się po pyskach, chciałem, aby w opowieści o Blerze była cząstka mnie, może nie od razu moja biografia, ale coś co nawiązywałoby do prawdziwych wydarzeń, miejsc, ludzi. A przede wszystkim emocji. Tak zrodziła się pierwsza wersja Lepszej wersja życia, osadzona nie w jakimś fantastycznym mieście, ale w Krakowie, nie w “bliżej nieokreślonej przyszłości”, ale w nieodległej przeszłości, tuż przed końcem ubiegłego wieku ( komiks był pisany w 2006 a akcja rozpoczyna się jesienią 1998 r.)

5620712

Miałeś gotowy materiał, więc zaczęło się szukanie wydawcy?

32 stronicowy, namalowany akrylami komiks, do którego wydania namawiałem Kulturę Gniewu a ci zareagowali dość pozytywnie. Całość miała mieć łącznie trzy albumy, czy może raczej zeszyty i koncentrowała się na “byciu supermenem” w prawdziwym świecie i wszystkich związanych z nim, głównie moralnych i psychicznych, niedolach. W toku akcji bohater odkrywał tajemnicę swojego pochodzenia i umiejętnośc,i a z pozoru prosta w założeniach historia coraz bardziej się komplikowała. Niczym u Philipa Dicka, którego twórczość bardzo cenię, za kolejnymi zasłonami skrywającymi prawdę były następne i ostatecznie to czytelnik w oparciu o otrzymane fakty miał zadecydować, którą możliwość wybiera. Historia kończyła się w sposób nie dający ostatecznej odpowiedzi na niektóre pytania zawarte w fabule. Chciałem zaangażować odbiorę, sprawić, żeby gdzieś w głowie dopisywał to, czego nie znajdzie na kartach komiksu. Rysunki powstawały od 2006 roku, w 2008 narodziny mojej córki dość mocno przystopowały prace nad komiksem. Stanąłem przed dylematem, czy pozostać przy pracochłonnej technice i odwlekać wydanie materiału na święty nigdy, czy zmienić technikę na prostszą, przestać się bawić i szybko wydać komiks. Poszedłem w drugą stronę, a pomogły mi w tym dwa doświadczenia. Pierwsze to praca nad komiksami z serii o polskich olimpijczykach, gdzie na skończenie albumu ( 32 plansze) był dokładnie miesiąc, co wyrobiło we mnie pewną rysowniczą dyscyplinę a przy okazji odkryłem, ze w ogóle potrafię tak szybko pracować. Drugie to komiks dla Bluszcza, który tworzyłem wspólnie z Radkiem Smektała. W tym drugim wypadku wreszcie zaskoczyła formuła graficzna, którą mogłem podjąć w swoim autorskim przedsięwzięciu. I tak w 2009 powstała trzecia wersja komiksu, rozciągnięta do 46 plansz, czarno-biała z komputerowym kolorem. Kultura wciąż była zainteresowana wydaniem, ale chcieli to zrobić zeszytowo a poza tym nie mieli terminu, bo w międzyczasie zajęli się przygotowywaniem do publikacji  innych rzeczy. Nic tak nie rozluźnia rysownika jak brak deadline’u. Obawiając się że jak tak dalej pójdzie to nigdy nie skończę komiksu, za namową żony zdecydowałem się wydać go sam i tak w październiku 2010 roku, dziewięć lat po swoich narodzinach Bler doczekał się pierwszej długometrażowej historii.

Self-publishing, do tego komiksu nie będącego zinem, to chyba dość karkołomne zadanie?

Trudno zaprzeczyć  ale też  trudno się do końca z tym zgodzić. Z jednej strony mam kontrolę nad całością, nie umieram ze strachu, kiedy robię wszystko na przysłowiową ostatnią chwilę ,bo wiem, że zdążę. Mam świadomość jakie zyski generuje komiks i wiem jakie jest realne nim zainteresowanie, co zresztą w dużej mierze motywuje do pracy nad kolejnymi częściami. Z drugiej strony, często mnie to przerasta. Kompletnie na przykład nie ogarniam dystrybucji i czuję, że jak na jedną głowę to stanowczo za wiele. Plusy są takie, że wiele się jako wydawca Blera nauczyłem, zarówno technicznie jak i marketingowo. Chętnie przekazałbym serię większemu wydawcy, ale mam wrażenie, że fakt samodzielnego wydania dotychczas już tylu albumów działa tu na niekorzyść, bo sobie od razu myślą, że skoro chcę to z siebie zrzucić,  to musi być coś nie tak. Tymczasem seria ma nadal spory potencjał. Fakt, że mam wiernych czytelników i w dodatku stale ich przybywa to najważniejszy powód dla którego wciąż to robię.

p (1)p (1) plecy

Ta regularność chyba przysporzyła Tobie spore grono wiernych czytelników. Co widać po wynikach dwóch zbiórek na wspieram.to

Od samego początku założyłem jako priorytet, że Bler musi ukazywać się regularnie, co najmniej co roku i Międzynarodowy Festiwal Komiksu w Łodzi jest tu jedną z najlepszych możliwych okazji. Wierzę do dziś, że gdybym sobie pozwolił na jakiś większy odstęp to byłby koniec, bo po dłuższym czasie nikt by o komiksie już nie pamiętał. Zainspirowałem się świetną serią Cabały i Volińskiego Biocosmosis, która też wychodziła bardzo regularnie i to chyba jeden z nielicznych przykładów rodzimych albumowych produkcji jeszcze sprzed Blera, których autorów było stać na taką dyscyplinę przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości. Poniekąd z takiego cyklu wydawniczego wynika albumowa forma mojego komiksu, bo wydawać zeszytówkę raz na rok to lekka przesada, album to jeszcze człowiekowi wybaczą : ). No i muszę powiedzieć, że się to w stu procentach sprawdziło i z pewnością wpłynęło dobrze na odbiór serii.

Czas chyba porozmawiać o samym Blerze. Czy tworzysz komiks superbohaterski?

Moje stanowisko odnośnie przeszczepiania do nas opowieści o superbohaterach jest w tym komiksie zasygnalizowane praktycznie od samego początku. Już w tym 4-stronicowym shorcie, od którego wszystko się zaczęło bohater, mimo nadludzkich mocy,  zdawał sobie sprawę ze swojej bezużyteczności. W pierwszym albumie ponownie kwestionuje sens swojego superbohaterstwa, w drugim okazuje się, że mimo wielu pożytecznych uczynków ma na swoim koncie czyny jakich nie powstydziłby się niejeden komiksowy złoczyńca, oczywiście popełnione w jak najlepszej wierze, ale już nie takie jednoznaczne moralnie. W trzecim albumie moje zdanie na ten temat jest wypowiedziane wprost przez jedną z postaci. Gdzieś za oceanem formuła superbohaterska nieźle funkcjonuje, w moim przekonaniu wynika to z mentalności narodowej Amerykanów. Nawet jeśli to wszystko jest wymysłem propagandowym, trikiem mającym motywować do działania, dającym nadzieję, że każdy największy cherlak, jeśli tylko weźmie się za siebie to może zostać Schwarzennegerem to mam wrażenie, że oni w to wierzą, podobnie jak bezkrytycznie wierzą w swoją wielkość jako narodu. To tam świetnie działa, bo oni tacy są, to widać w ich komiksach, serialach i filmach kinowych, w hasłach ich kampanii wyborczych, prawie na każdym kroku.

dom k

Uważam, że nie da się tego przeszczepić w skali jeden do jeden na polski grunt bez uwzględnienia tu i teraz i bez jakiegoś ustosunkowania się całej tej konwencji, czy wręcz przewrócenia jej do góry nogami, bo my jesteśmy po prostu inni. Zawsze twierdziłem, że robię komiks nie tyle superbohaterski, co przede wszystkim o ludziach, bo strzelanie promieniami z ręki najmniej mnie tu interesuje. Rok po wydaniu pierwszego Blera pojawił się Biały Orzeł, a za nim cała fala mniej i bardziej udanych komiksów superbohaterskich, a ja trochę niechcący znalazłem się w tym nurcie. To nie znaczy, że przedtem nie było podobnych podejść, choć nigdy wcześniej nie próbowano robić tego u nas aż tak na poważnie, w zgodzie z amerykańskimi standardami. Trudno powiedzieć dobrze to czy źle. Fascynuje mnie energia twórcza autorów np. Lisa czy Incognito, są niesamowici, z ich pracy mogą zrodzić się jeszcze wspaniałe rzeczy. Ja podążam jednak nieco inną ścieżką. Bliżej Blerowi do komiksu autorskiego niż superbohaterskiego, czasem śmieję się w duszy że jest w nim też bardzo wiele motywów autobiograficznych – przykładowo w ostatnim albumie jest wiele o rodzicielstwie i związanych z nim poświęceniach.

Wizję świata zwartą w Twoich komiksach trudno nazwa optymistyczną

Hmm. Ta wizja nie jest też jednoznacznie pesymistyczna. Zawsze mierziły mnie opowieści skupione na narzekaniu, jakie to wszystko jest beznadziejne, świat szary, brzydki, pełen zarzyganych pijaków i prostytutek. Nie silę się na taki klimat, nawet więcej, ja tego strasznie nie lubię. Na, drugim trzecim planie Blera portretuję to co mnie zewsząd otacza, beznamiętny strumień tragicznych newsów każdego dnia płynący  z internetowych wiadomości, z telewizji w rzeczywistości pozbawia nas wszelkiej wrażliwości na cudze nieszczęście. Podobnie w pewnym momencie jest z bohaterem. Przytłoczony mnogością spraw staje się człowiekiem od wykonywania egzekucji. Decyzje co do winnych podejmuje za niego komputer. Podobnie jest w życiu wielu z nas. To maszyna do pewnego momentu wyręcza Blera, jeśli chodzi o moralne dylematy, staje się narzędziem manipulacji bohatera, od którego władzy musi się wyzwolić, żeby stać się na powrót postacią pozytywną. Nie chciałbym tworzyć historii, których celem byłoby zdołowanie czytelnika. Świat nie jest dobry, wszystko jest bardziej skomplikowane niż nam się wydaje, z głównym bohaterem włącznie, ale zawsze warto walczyć, żeby to zmienić, uwolnić się z toksycznych układów i zobowiązań. Zawsze warto szukać swojej drogi i swojego człowieczeństwa. Niezbyt pozytywna wizja świata jest tylko tłem na tle którego nawet te małe zwycięstwa Blera są bardziej widoczne. Jednakże poza paroma drobiazgami nie jest to świat szczególnie różniący się od naszego i to prowadzi do raczej smutnych refleksji.

Twoje komiksy odwołują się do polskiej rzeczywistości, ale łatwo też zauważyć duże inspiracje naszym komiksem. Czuć u Ciebie np Wróblewskiego, który dla wielu jest chyba już mocno archaicznym twórcą.

Uwielbiam Wróblewskiego za klasyczny styl i znakomity warsztat. Uważam, że nadal  jest jednym z niedocenionych Mistrzów polskiego komiksu, choć być może na fali sentymentów do klasyków wkrótce się to odmieni – będzie reedycja Binio Billa nawet jakiś gośc rysuje dalsze przygody nawiązując do stylu jego twórcy, może na nowo wydadzą inne jego komiksy. Porównanie moich rzeczy do jego prac w tym kontekście odbieram jak komplement, ale przyznam, że jakoś specjalnie to nigdy nie próbowałem go kopiować, wygląda więc, że robię to bezwiednie. No, ale zostawiłem trochę tropów, np. wypożyczyłem z Czarnej róży mercedesa, którym jeżdżą moi bohaterowie, więc całkiem się nie wyprę. Moimi największymi inspiracjami są głównie Amerykanie z Tommy lee Edwardsem i Seanem Phillipsem na czele. Z tych bardziej klasycznych zawsze mi pasował Al Williamson. Wszystkich trzech w jakimś stopniu łączy z Wróblewskim operowanie czernią i nakładanie tuszu pędzelkiem – sam pracuję podobnie i ta technika odpowiada mi się najbardziej. Po ostatnich dwóch albumach ,malowanych w komputerze, pewnie niedługo do niej powrócę. Wracając na polskie podwórko – w drugiej połowie lat 90’ byłem pod dużym wpływem Jerzego Ozgi. jego prace do dziś wprawiają mnie w zachwyt. Kolejny wielki Mistrz, przez ostatnie lata nieco zapomniany, na szczęście wrócił ze świetnym Yorgim.

bowiebowie

Myślałeś już co zrobisz, kiedy zostanie skończony ostatni Bler?

Bler nigdy nie był planowany jako seria ciągnąca się w nieskończoność. Na początku miał to być jeden 50-stronicowy komiks, który ostatecznie “wypączkował” w trzy i na tym miał być koniec. W międzyczasie zgromadziła się grupa wiernych czytelników, regularnie sięgających po ten tytuł. Jest to jeden z powodów dla których trudno mi go porzucić, z każdym numerem nawet coraz trudniej, bo fanów przybywa. Jak każdy komiks powstający u nas “z potrzeby serca” Bler jest planowany góra album do przodu. W tej chwili na pewno powstanie Psie Imperium czyli numer 6, po którym rozważam zrobienie sobie przerwy i zajęcie się jeszcze jednym pomysłem, tym razem obyczajowym, który od pewnego czasu chodzi mi po głowie i nie daje spokoju. Poza tym szykuje portfolio i próbuje szturmować inne rynki. Nie obrażając nikogo – robienie komiksu w Polsce jest trochę jak walenie głową w mur i niemal zawsze jest się w tym osamotnionym. No, chyba, że jest się w sitwie ale ta przecież nie istnieje. Poza tym robię się coraz starszy, coraz mniej mam cierpliwości przy czekaniu na uwielbienie, sławę i pieniądze : ). Coraz mniej też jest czasu, żeby coś jeszcze w tej dziedzinie osiągnąć, trzeba się za siebie wziąć. Czasem pojawia się refleksja: ile to jeszcze ma sensu? Bo koszty w czasie i włożonej energii są spore. Póki jest zachowana pewna równowaga, w której widzę, że to wszystko jednak idzie do przodu, odbiorców przybywa i są zadowoleni z mojego materiału, mogę na chwilę zapomnieć, że niewiele więcej poza radością i satysfakcją z tego mam. Gdyby nie fani Blera nie wiem czy powstawałyby kolejne albumy, ale warto, bo są wspaniali. Kiedy siedzę na Festwalach i podpisuję komiksy widzę w ich oczach zrozumienie dla historii, które dla nich stworzyłem, otrzymuję też wiele słów poparcia i to jest wspaniałe, lepsze od wszystkich możliwych wyróżnień. Bardzo motywuje. Wspominałem wyżej o problemach z dystrybucja komiksu, którą kompletnie nie mam kiedy się zająć. Muszę przecież zarobić jeszcze jakieś pieniądze, a komiks nie jest w tym kraju najlepszym na to sposobem. Dlatego do niektórych docieram dopiero teraz, ponad pięć lat od premiery pierwszego albumu, ktoś dowiedział się, że Bler istnieje, przeczytał, potem pojawia się pozytywna recenzja na jego blogu. Serce rośnie. Jednym z rozgrzebanych i czekających na mnie komiksów do zrobienia jest tez Drużyna Ktulu. komiks znajdujący się niejako na drugim biegunie niż Bler. O ile ten drugi jest poważną opowieścią superbohaterską o tyle przygody poszukiwaczy tajemnic z Drużyny są lekką historią o grupie antybohaterów zmagających się z koszmarami rodem z Lovecraftowskich mitów. Komiks powstał z inspiracji sesjami RPG, które kiedyś prowadziłem i które, mimo bardzo szczerych chęci by “było strasznie,” nazbyt często kończyły się tarzaniem się po podłodze ze śmiechu. Wiem, że ortodoksyjni gracze mogą się tu skrzywić z niesmakiem, ale tyle radości jak wtedy to nie mieliśmy chyba nigdy.

Bywa, że do niektórych pomysłów muszę dojrzeć. Trochę podobnie, jak było z tym wywiadem  : ). Kiedyś wyszedłem z propozycją do Maćka Jasińskiego, scenarzysty oraz popularyzatora twórczości Jerzego Wróblewskiego, żeby zrobić komiks o życiu i twórczości Mistrza. Nawet pewne działania zostały podjęte. Maciej napisał kilka stron scenariusza, ale ja zawaliłem, brakło czasu, sił, energii, potem przyszły następne sprawy i przykryły inicjatywę. Wierzę, że jeszcze do tego wrócimy. Więcej planów póki co nie ma. Wiadomo, życie potrafi zaskoczyć i często wszystko pogmatwać, więc lepiej za wiele ich nie mieć. Mam nadzieję, że nigdy nie stracę zapału do opowieści obrazkowych. Czasem czuje się z tym jak z jakimś powołaniem, raz dodaje skrzydeł, kiedy indziej ciąży jak kamień. Robię to od zawsze i pewnie już tak pozostanie. Niezależnie czy będę wydawał w kraju, czy pojawi się inna możliwość mam nadzieję, że będę się rozwijał i że nie raz was jeszcze zaskoczę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>