Chyba każdy z nas ma gatunek filmowy, do którego czuje pewną niewytłumaczalną sympatię każącą cieszyć się nawet podczas oglądania jego niezbyt chwalebnych reprezentantów. W moim przypadku są to filmy o bokserach.

Nie jestem w stanie tego do końca uargumentować. Oglądanie sportu potwornie wręcz mnie nudzi, a obrazy o sportowcach zazwyczaj także wywołują moje ziewanie. Jednak z jakiegoś powodu opowieści o boksie prawie zawsze przykuwają mnie do ekranu. Może to wynikać z tego, że to zazwyczaj klasyczne historie o bohaterze większym niż życie, który pomimo wszystkich przeciwności losu zmierza po swój upragniony cel. Proste i szlachetne charaktery przechodzące drogę od zera do bohatera mają swój niezaprzeczalny urok. To jeden z nielicznych elementów składowych kina bokserskiego, które mogą logicznie wytłumaczyć moje uwielbienie do niego. Muszę także przyznać, że filmowe walki na ringu bardzo często po prostu rewelacyjnie wyglądają. Te wszystkie zabiegi estetyczne, które sprawiają, że jeden z najbrutalniejszych sportów jawi się niczym poezja ruchu i szermierka na pieści, po prostu mnie kupują. Naprawdę nie mam pojęcia czemu, ale w tym wszystkim jest coś, co nie pozwala mi na seans bez emocji. Dlatego też przygotowałem listę moich pięciu ulubionych filmów o bokserach. Od razu zaznaczę, że przy wyborze kierowałem się tylko i wyłącznie moją własną sympatią, więc wszystkie podejrzenia o tendencyjność będą jak najbardziej uzasadnione.

 

Rocky

Chyba najbardziej znana bokserska seria jest przykładem na to, jak opinia o rewelacyjnym filmie może zostać zarżnięta przez coraz bardziej absurdalne sequele. “Rocky” doczekał się sześciu części, ale tak naprawdę tylko oryginał wart jest uwagi. Historia nieznanego boksera, który dostaje szansę na walkę z legendarnym mistrzem ujmuje przede wszystkim swoją prostotą. Rocky Balboa to typowy chłopek-roztropek, którzy nie grzeszy inteligencją, ale ma za to wielkie serce i tak bardzo się stara, jejku jak bardzo on się stara wywalczyć sobie drogę na szczyt. Po prostu nie da się patrzeć na tego ćwierćinteligenta i mu nie kibicować. “Rocky” jest bardzo dobrze skrojonym filmem obyczajowym, który jest jednym z najjaśniejszych momentów w karierze Stallone. Czołowy twardziel kina akcji urzeka w nim naturalnością i pewną aktorską pokracznością. No i ta niesamowicie zmontowana sekwencja treningowa. O jakości tego filmu może świadczyć fakt, że oscarowa komisja uznała go za lepszy obraz niż “Taksówkarza” i nagrodziła statuetką za film roku. Niestety każda następna część pokazuje jak twórcy bardzo nie zrozumieli w czym tkwiła jego największa siła. W tym roku będziemy mogli przekonać się o tym jeszcze raz, bo w listopadzie do kin wchodzi “Creed”, w którym to Rocky trenować będzie wnuka Apollo Creeda.

Wściekły Byk

Robert De Niro i Martin Scorsese to chyba mój ulubiony duet aktor-reżyser, więc nic dziwnego, że historia legendarnego Jake’a La Moty znalazła się w tym zestawieniu. Jednak, w przeciwieństwie do pozostałych filmów, “Wściekły Byk” nie jest krzepiącą serce opowieścią o drodze od zera do bohatera. To obraz o tym jak wściekłość i agresja, które dawały La Mocie siłę na ringu, niszczą jego życie osobiste i doprowadzają na samo dno. Film Scorsese ma hipnotyzującą moc między innymi dzięki rewelacyjnej roli De Niro, jednej z najlepszych w jego karierze. Sam aktor zdobył się podczas przygotowań na nie lada poświęcenie – aby odpowiednio zagrać starszą wersję boksera, utył trzydzieści kilogramów w niecałe trzy miesiące. Film jest wyśmienicie wyreżyserowany, czarno-białe zdjęcia mają w sobie jakąś niepojętą magię, a jego opening należy do jednego z najlepszych w historii kina.

Człowiek ringu

cinderella man

W tym przypadku objawia się moja niewytłumaczalna fascynacja tematem, ponieważ “Człowiek ringu” jest filmem, który w sumie nie wyróżnia się niczym ciekawym i wartym zapamiętania. Owszem, to bardzo dobrze skręcona produkcja, która spełnia wszystkie wymogi porządnego kina, ale zupełnie nie zostaje w pamięci na dłużej. Jednak jest kilka elementów sprawiających, że film powinien się spodobać każdemu kto czuje sympatię do tematu. Najciekawszym z nich jest z całą pewnością sceneria, w której została osadzona akcja. “Człowiek ringu” rozgrywa się w czasie wielkiego kryzysu i opowiada historię mistrza wagi ciężkiej, Jamesa Braddocka, który był świetnie zapowiadającym się bokserem, ale podczas jednej z walki złamał rękę i i popadł w skrajną biedę. Przez dużą część filmu śledzimy jak bezskutecznie próbuje wyżywić swoją żonę i dzieci, a potem wspieramy go, kiedy ponownie trafia na ring. Chcemy mu kibicować, bo to po raz kolejny przykład dobrego faceta, który walczy nie tylko na ringu. Niestety film posiada jedną cechę, z powodu której odradzałbym go ludziom nie zainteresowanym tematem. Jest do porzygu sentymentalny i melancholijny w ten najtańszy sposób. Idealnym przykładem może tu być scena, kiedy Braddock zaczyna przegrywać walkę, ale nagle przypomina sobie swoje głodujące dzieci, co dodaje mu sił i pozwala wygrać. Blah.

Za wszelką cenę

million dolar baby

Clint Eastwood przyzwyczaił nas do tego, że jego filmy często bywają przewrotne i igrają z zasadami swojego gatunku. Tak też jest w przypadku “Za wszelką cenę”, który robi to przynajmniej w kilku miejscach. Po pierwsze, film nie opowiada o bokserze tylko o bokserce, co jest raczej rzadko spotykanym zabiegiem, zwłaszcza jeśli dodamy do tego bardzo dużą brutalność przedstawionych walk. Po drugie, kiedy już myślimy, że oglądamy historię o twardej kobitce, która pomimo trudności pnie się po szczeblach sportowej kariery, Eastwood zmienia zasady gry i serwuje widzowi prawdziwą jazdę po emocjonalnej bandzie. Trudno opisać to bez spoilerowania, zaznaczę tylko, że nie jest to najweselszy z filmów. Jedną z jego największych zalet jest naprawdę solidne aktorstwo, zwłaszcza uhonorowanej Oscarem Hillary Swank. Złośliwi mogą się przyczepić, że Clint Eastwood i Morgan Freeman jak zwykle grają Clinta Eastwooda i Morgana Freemana, ale robią to z takim wdziękiem, że można im wybaczyć.

Fighter

fighter

Ciekawy przykład filmu, w którym widza chyba najmniej obchodzi główny bohater i jego wątek, bo o wiele ciekawsze rzeczy dzieją się na drugim planie. Grany przez Marka Wahlberga Micky Ward jest niezbyt znanym bokserem wagi średniej, który zawodowo zajmuje się zamiataniem ulic. Dostaje jednak swoją wielką szansę i bla bla bla, zaczyna walczyć o lepszy los dla siebie i rodziny. To właśnie dzięki rodzinie bohatera film nie jest tak nudny jak jego główny wątek. Powiem wprost: “Fighter” to film, który warto obejrzeć dla postaci Dicky’ego Eklunda, zjawiskowo zagranej przez Christiana Bale’a. Dicky to starszy przyrodni brat Mickye’go, kiedyś doskonale zapowiadający się bokser, obecnie koleś zajmujący się głównie paleniem cracku. Tak mocno wierzy w swój wielki powrót, że nie zauważa, że kręcąca go ekipa telewizyjna przygotowuje program o ćpunach, a nie o odrodzeniu byłego boksera. Bardzo ciekawa postać, która na przekór pokazuje, że w tym sporcie niczym nie zachwiana wiara w siebie nie zawsze prowadzi do zwycięstwa.