Uniwersum Valiant w końcu zawitało do Polski. Co ciekawego może zaoferować czytelnikom znającym już Marvela i DC? 

Czytelnikom, którzy nie interesują się tą tematyką aż tak mocno, może wydawać się, że komiksy superbohaterskie ograniczają się do tytułów wydawanych przez Marvela i DC. Nic w tym dziwnego, bo oba wydawnictwa to prawdziwe molochy, które prowadzą nieustanny szturm na wielu frontach (komiksy, filmy, gry i wszelkie gadżety) mający na celu przykucie naszej uwagi. Jednak rynek USA jest o wiele bogatszy, także w dziedzinie samego superhero. W cieniu dwóch gigantów prężnie rozwija się uniwersum Valiant Comics, które przekonuje do siebie coraz większe grono czytelników. Zaczyna także wypływać poza granice Stanów Zjednoczonych – przykładem jest tu Polska, w której komiksy Valiant zaczęła wydawać oficyna KBOOM. To wszystko brzmi jak dość świeża sprawa, ale prawda jest taka, że cała historia rozpoczęła się trzydzieści lat temu. I choć Valiant to teraz zupełnie inne wydawnictwo, warto wiedzieć, jak to drzewiej z nim bywało.

x o manowar 1992

 

Wszystko rozpoczęło się w roku 1987, kiedy Jim Shooter, ówczesny redaktor naczelny Marvela, został zwolniony z pracy. Rok później wraz ze Stevenem Massaraskym próbował “odbić” wydawnictwo, czyli wykupić je za pomocą grupy inwestorów. Jednak ich oferta została przebita, więc panowie musieli znaleźć sobie inną firmę. W ten sposób w 1989 roku powstało Voyager Communications, w skład którego wszedł imprint nazwany Valiant Comics. Już na samym początku działalności okazało się, że Shooter i Massarasky mają zupełnie inną wizję na funkcjonowanie wydawnictwa – Jim chciał postawić na rozwój oryginalnych postaci, natomiast Steven przyszłość widział w korzystaniu ze znanych licencji. Jednak po dwukrotnej porażce w postaci współpracy z Nintendo i zapaśniczą federacją WWF, rada nadzorcza postanowiła w końcu skorzystać z wizji Shootera. W ten sposób w 1991 roku zostały wypuszczone takie tytuły jak Magnus, Robot Fighter, Solar, Man of the Atom czy Harbinger. W 1992 roku zadebiutowali w nim między innymi Shadowman i X-O Manowar. Ta droga okazała się kluczem do sukcesu – Valiant zaczęło w końcu na siebie zarabiać i uzyskało tytuł najlepszego “małego” wydawnictwa roku w rankingu magazynu Diamond. Sam Shooter nie cieszył się tym sukcesem za długo, bo został usunięty z firmy z powodu rozbieżnych wizji jej rozwoju. Prawdą jest, że z perspektywy czasu, pierwsze komiksy od Valiant idealnie wpisują się w “ekstremalną” stylistykę początku lat dziewięćdziesiątych i wydają się bardzo podobne do niektórych tytułów od Marvela i DC. Jednak w tym okresie, to właśnie najbardziej kręciło czytelników komiksów głównego nurtu.

turok valiant

Kolejny etap w historii Valiant rozpoczął się w roku 1994, kiedy wydawnictwo zostało nabyte przez producenta gier komputerowych, Acclaim Entertainment. Specjalizująca się w tytułach sportowych firma postanowiła skorzystać z okazji na wykorzystanie licencji popularnych postaci przy poszerzaniu swojej oferty. Brzmi to jak łatwy skok na kasę, ale trzeba przyznać, że część gier naprawdę się udała. W końcu Turok ma dzisiaj status fpsa kultowego, a Shadowman był całkiem ciepło przyjęty. Z dzisiejszej perspektywy największym kuriozum wydaje się Iron Man and X-O Manowar in Heavy Metal, w którym dwóch herosów w super zbrojach połączyło siły w walce ze złem. Gra okazała się potwornym bublem, którego oceny rzadko przekraczały 5/10. Może dziwić, że Marvel zgodził się na udział w tak dziwnym przedsięwzięciu, jednak należy  pamiętać, że firma była wtedy na skraju bankructwa i rozdawała licencje na lewo i prawo. Po utracie praw do kilku sportowych tytułów Acclaim ogłosiło bankructwo w 2004 roku, a bohaterowie Valiant przepadli na kilka lat.

summer of valiant

Wydawać by się mogło, że świat zapomniał już o Valiant Entertainment, a jego superbohaterowie udali się na spoczynek… gdyby nie zaangażowanie prawdziwych fanów. Dinesh Shamdasani i Jason Kothari – dwójka znajomych wychowanych na komiksach Valiant postanowiła poszukać inwestorów i wykupić ukochaną firmę. Wprawdzie nie wygrali licytacji, ale udało im się zdobyć za milion dolarów, prawa do postaci komiksowych, na których im zależało. Ich działalność rozpoczęła się w 2007 roku od wydania archiwalnych komiksów z dodatkowymi historiami stworzonymi przez Jima Shootera – ta współpraca także nie potrwała za długo i Shooter ponownie został usunięty z projektu, tym razem z powodu naruszenia warunków kontraktu. Na prawdziwe odrodzenie trzeba było poczekać jeszcze sporo czasu, bo dopiero w 2011 roku wystartowało “Summer of Valiant”. Od maja do sierpnia pojawiał się jeden nowy tytuł miesięcznie, po kolei:  X-O Manowar, Harbinger, Bloodshoot i Archer & Armstrong. Historie te zaplanowane były na dwadzieścia cztery zeszyty. W kolejnym roku do tego grona dołączyli Eternal Warrior i Quantum & Woody. W ten sposób Valiant Entertaiment powoli zaczęło odbudowywać swoją popularność i dało do zrozumienia, co będzie jego znakiem rozpoznawczym: umiarkowanie w cyklu wydawniczym i skupienie się na wysokiej jakości swoich komiksów.

Strategia obrana przez wydawnictwo stanowi bardzo sprytne przemienienie swojej słabości w największą zaletę. W porównaniu z DC czy Marvelem, Valiant wydaje znikomą ilość serii. Dwaj giganci zasypują czytelników coraz to nowymi tytułami, rebootami i Bóg wie czym jeszcze i tak naprawdę mało kto jest w stanie się w tym wszystkim połapać. Nie mówiąc już, że większość tych pozycji to zwyczajny paździerz, który może się podobać tylko najbardziej zatwardziałym fanom superbohaterszczyzny. Dobrym przykładem jest premiera aż dziewięciu zeszytów z różnymi wariacjami na temat X-Men, a mowa tu przecież tylko o jednym z zakątków całego uniwersum. W tym samym czasie Valiant ma zaplanowane zaledwie siedem pozycji. Marvel i DC uginają się pod swoim własnym ciężarem i próbują co pół roku zwabić czytelników eventami “które zmienią wszystko na zawsze”. W tym czasie uniwersum Bloodshota stawia na spokojne rozwijanie kilku serii. Jak to się potocznie mówi – to wszystko po prostu idzie ogarnąć bez pomocy encyklopedii.

Poniżej przedstawiam cztery pozycje z oferty Valiant, które szczególnie przypadły mi do gustu. Są wśród nich dwa tytuły, które wystartowały wraz z reaktywacją wydawnictwa oraz dwa z obecnego etapu jego działalności. Postarałem się dobrać je tak, aby mogły trafić w zróżnicowane gusta. Jednak musicie pamiętać o jednym – Valiant wydaje dość klasyczne komiksy superhero i ludzie czujący do nich niechęć raczej nie znajdą tam nic, co mogłoby zmienić ich zdanie. Nie ma tu miejsca na dekonstrukcję medium czy jakieś bardzo głębokie przemyślenia (choć znowu nie są to historie puste i głupie), chodzi o fajne opowieści utrzymane w lubianej konwencji. Najlepszą grupą docelową są ludzie lubiący trykociarzy, ale zmęczeni wiecznymi telenowelami od wielkiej dwójki (jak na przykład niżej podpisany). Lub ci, którzy chcieliby zacząć przygodę z gatunkiem, ale boją się ogromu świata przedstawionego.

 

Archer and Armstrong (2012) Archer and Armstrong

Armstrong jest mającym ponad dziesięć tysięcy lat sybarytą, który większość czasu spędza na piciu i uganianiu się za cielesnymi przyjemnościami. Natomiast Archer to niezwykle utalentowany nastolatek, który został wytrenowany przez potężną sektę, aby spełnił jeden cel – zabił Armstronga. Po pierwszych nieporozumieniach, ta dziwna dwójka zaczyna działać razem przeciwko wszelkiemu tajemnemu złu tego świata. Sekciarze, kultyści z Wall Street, zabójcze zakonnice strzegące tajemnic Michała Anioła – to tylko kilka z niebezpieczeństw, które spotkają na swojej drodze. Archer and Armstrong utrzymany jest w klimacie kumpelskiej komedii przygodowej, w której wyśmiane zostaje wiele różnych konwencji (fani Dana Browna powinni być zachwyceni), ale autorzy nie zapominają o wciągającej fabule. Fajna, pomysłowa i lekka seria skierowana do czytelników lubiących historie pisane z przymrużeniem oka.

 

Bloodshot. Odrodzeniebloodshot odrodzenie

Bloodshot był idealną maszyną do zabijania, która działała w ramach rządowego projektu “Rising Spirit”. Dzięki krążącym we krwi nanitom stał się żołnierzem ostatecznym – błyskawiczna regeneracja, nadludzka sprawność i możliwość przybierania dowolnej postaci, to tylko niektóre jego umiejętności. Jednak te czasy już minęły, Bloodshot pozbył się nanitów i stał się Rayem, który wiedzie spokojne życie dozorcy w przydrożnym motelu. Łatwo można się domyślić, że przeszłość tak łatwo go nie opuści – okazuje się, że nanity znalazły sobie innych nosicieli, którzy nie radzą sobie z nimi za dobrze i popadają w szaleństwo. Ray musi wybrać między ratowaniem niewinnych ludzi, a ucieczką od swojego mrocznego przeznaczenia. Na pewno nie pomaga w tym nachodzący go w wizjach Bloodsquirt – jego wyjątkowo irytująca miniatura, której jedynym celem jest powrót do zabijania. Jeff Lemire przedstawia czytelnikom pokręconą, groteskową i nihilistyczną historię, w której znajdziecie wszystko, co kiedyś przyciągało nas w komiksach o Wolverinie. Lecz nie pozbawioną autorskiego sznytu.

 

Harbinger 

harbinger

Życie nastoletniego Pete’a Sancheka raczej nie należało do imponujących. Bezrobotny, uzależniony od narkotyków whitetrash, który dodatkowo musiał opiekować się kumplem schizofrenikiem. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy Pete odkrywa, że posiada potężne moce psioniczne, dzięki kórym może kontrolować innych ludzi. Szybko przykuwa to uwagę organizacji zrzeszające podobne jednostki, jednak szybko okazuje się, że jej zamiary wcale nie są przyjazne. Pete zostaje uciekinierem, który po drodze zbiera podobnych sobie i szykuje się do wojny mogącej zmienić losy ludzkości. Harbimger zachwyca przede wszystkim rozmachem twórców, którzy nie krępują swojej wyobraźni w kwestii działania wymyślanych mocy. Każda nowa postać to kolejna odjechana umiejętność, która podbija fabularną stawkę. Bo skoro bohaterowie mogą zrobić prawie wszystko, to czemu z tego nie skorzystać.

X-O Manowar (2017) X-O Manowar żołnierz

Powiedzieć, że Aric z Dacii znalazł się poza swoim światem,  byłoby lekkim eufemizmem. Ten wizygocki wojownik walczący z Rzymianami został porwany przez rasę wysoko rozwiniętych kosmitów, po czym uciekł z ich jako wybraniec świadomej zbroi będącej bronią ostateczną. Trafił na współczesną Ziemię, gdzie stoczył wojnę ze swoimi byłymi ciemiężycielami. Zaś obecnie znajduje się na odległej planecie, gdzie bierze udział w rebelii przeciwko totalitarnemu reżimowi. Brzmi na coś przegiętego do granic możliwości? I bardzo dobrze, bo X-O Manowar to właśnie historia utrzymana w “epickim” klimacie rodem z lat dziewięćdziesiątych. Czasami kiczowata do bólu, ale w pewien sposób ujmująca swoim brakiem skrupułów w realizowania dziecięcych fantazji o przygodach w kosmosie. Jeśli ktoś tęskni za taką konwencją, to powinien się zainteresować.

 

Tekst napisany we współpracy z wydawnictwem KBOOM, które postanowiło przedstawić uniwersum Valiant polskiemu czytelnikowi. Zapraszam do śledzenia ich strony oraz profilu na Facebooku.