“Strażnicy” wylądowali w końcu na HBO, więc czas sprawdzić, czym właściwie jest ta kontynuacja historii stworzonej przez Alana Moore’a. Tekst będzie aktualizowany wraz z pojawieniem się nowego odcinka.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym, że HBO postanowiło zrobić serialową adaptację Strażników, moją pierwszą myślą było “po jakiego grzyba”. Byłem święcie przekonany, że chodzi o bezpośrednie przeniesienie fabuły  komiksu Moore’a i Gibbonsa na mały ekran. Tak po prawdzie, to przekonanie towarzyszyło mi także wtedy, kiedy wszyscy wiedzieli, że serial ma rozgrywać się we współczesnej wersji świata Rorschacha i spółki. To jednak tylko sprawiło, że na miejsce starej obawy pojawiła się nowa. W końcu komiksowi Strażnicy to dzieło kompletne, do którego nie trzeba nic dodawać (co udowodniły prequele z serii Początek) ani zmieniać (to z kolei pokazał nam ekranizacja Zacka Snydera). Wszyscy też wiemy, jak sam Moore nienawidzi jakichkolwiek prób ekranizacji jego dzieł. Człowiek żył sobie w tym wewnętrznym bojkocie przez parę miesięcy, ale intensywna kampania reklamowa zrobiła swoje i konsumpcjonistyczna chęć otrzymywania nowych wrażeń przejęła górę nad szacunkiem do autora i niezależności jego dzieła. Powód był prosty – to wszystko wyglądało po prostu bardzo dobrze, a autorzy sprawiali wrażenie, jakby naprawdę chcieli wykorzystać świat Strażników do opowiedzenia wartościowej historii. Czas w końcu przekonać się, czy serial wart jest klątwy, którą rzuci na nas zgorzkniały Mag z Northampton. 

 

Odcinek pierwszy

Watchmen hbo

Gdybym miał użyć jednego słowa mającego opisać to, co mieliśmy okazję zobaczyć w pierwszym odcinku, byłoby nim “gęsto”. Jeśli cały serial ma utrzymany być właśnie w tym klimacie, to czeka nas naprawdę intensywna wycieczka. Wszystko tu ma bardzo mocny wydźwięk – strona wizualna (scena przesłuchania!), muzyka, wyraźne aktorstwo, ale przede wszystkim mocny nacisk na sprawy społeczne. Już teraz widać, że to nie będzie serial, który ma zamiar pacać widza po główce i zapewnić mu tylko kolejną przyjemną godzinę raz na tydzień. Miejmy tylko nadzieję, że twórcy nie pójdą w tanie moralizatorstwo, bo na razie mają u mnie kredyt zaufania. Coś czuję, że możemy spodziewać się historii, która będzie starała wyrzucić widza z jego strefy komfortu i nie pozwoli na czarno-biały osąd pewnych spraw. Pomaga w tym fakt, że osoby, które widziały już większość sezonu w przedpremierowym dostępie, raczej potwierdzają te przypuszczenia.

watchmen hbo

Pewnie może dziwić Was to, że od razu przeszedłem do części społecznej, zamiast próbować napisać coś o samej fabule pierwszego odcinka. No cóż, stało się tak dlatego, że na razie niewiele jest tu do oceniania. Mogliśmy zobaczyć zaledwie wstęp – poznaliśmy główną bohaterkę, pokazano nam jak wygląda świat strażników w 2019 roku i jakie problemy nim targają. Ale nie mamy pojęcia, o co właściwie będzie toczyć się cała gra. Przyznam, że liczyłem na trochę więcej fabularnego mięcha, ale ostatecznie taka forma powolnego odsłaniania wszystkiego też mi odpowiada. Podoba mi się, że informację dawkowane są nam bardzo skromnie – tak naprawdę na razie możemy się tylko domyślać, czemu sprawy wyglądają tak a nie inaczej. Jest to lekko frustrujące, bo wszystko to wydaje się cholernie ciekawe, ale jednocześnie rozbudza apetyt ii każe w napięciu wyczekiwać kolejnego odcinka. Liczę na to, że twórcy dalej pójdą tą drogą i powoli będą nam dawkować elementy układanki do samodzielnego ułożenia. Taka wiara w widzów zawsze jest w cenie.

watchmen hbo

Trzeba też odpowiedzieć na jedno z najbardziej nurtujących pytań, czyli “Ile w tym wszystkim jest komiksowych Strażników?” Ponownie – po pierwszym odcinku trudno powiedzieć coś więcej, ale mam wrażenie, że twórcy opracowali pewien kompromis, w którym widać trochę szacunku dla oryginału. To znaczy – nikt nie stara się na siłę kopiować klimatu i sposobu narracji z dzieła Moore’a i Gibbonsa. Na razie wydaje się, że serial bierze sporo z tego dziedzictwa, ale stara się jednocześnie stworzyć coś nowego. Inną kwestią jest to, czy rzeczywiście można się tym serialem w pełni cieszyć, jeśli nie zna się fabuły komiksowego oryginału. Wydaje mi się, że taki widz będzie mocno zagubiony – za dużo jest tu bezpośrednich nawiązań, choćby sam fakt noszenia masek Rorschacha czy sama postać Veidta, której poświęcona jest tu przecież osobna scena. Niezorientowany odbiorca nie będzie miał pojęcia, kim jest ten dziwny staruszek grany przez Jeremiego Ironsa. Nie wątpię, że zostanie to wytłumaczone potem, ale to jednak coś więcej niż Doktor Manhattan migający przez chwilę na panoramie Marsa.

Odcinek 2 

watchmen hbo

Kto spodziewał się, że akcja ruszy z kopyta, ten pewnie przeżył srogi zawód, bo drugi odcinek okazał się jeszcze wolniejszy od swojego poprzednika. Lindelof wraz z ekipą ewidentnie stawiają na powolne budowanie napięcia, a ciekawość widza pobudzana jest przez delikatne odsłanianie szczegółów całej historii oraz świata przedstawionego. Pojawia się coraz więcej pytań, ale na odpowiedzi możemy spokojnie poczekać, bo na razie istotniejsze wydaje się ukazania paraliżującego klimatu beznadziei. Od razu widać, że mamy tu do czynienia do czynienia ze światem, w którym bardzo dużo rzeczy poszło nie tak. Oczywiście, największą uwagę przykuwają rasistowscy bojówkarze z militarnym zapleczem, ale przecież nie tylko oni powinni budzić tu niepokój. Bo z drugiej strony mamy do czynienia z siłami porządkowymi, które same nie potrafią znaleźć innego rozwiązania niż bezpośrednia agresja. Wystarczy spojrzeć na samych zamaskowanych bohaterów, którzy są chyba jeszcze mniej atrakcyjni niż miało to miejsce w komiksowym oryginale. Banda dziwnych ludzi ubranych w tanio wyglądające kostiumy, którzy sami mają ewidentne problemy z agresją. To na pewno nie jest proste postawienie równowagi pomiędzy “złymi a dobrymi”.

Mnie na razie ciekawi chyba najbardziej to, w jaki sposób zostanie wpleciony w to wszystko Veidt, który w na razie jest postacią najmocniej połączoną ze Strażnikami Moore’a. Wiemy z całą pewnością, że jego genialny plan zaprowadzenia wiecznego pokoju spalił na panewce, bo pokazany nam świat wydaje się nie mieć nic wspólnego z jego utopijną wizją. Podoba mi się to, że sceny z nim wydają się na razie zupełnie oderwane od quasirealistycznego kontekstu reszty wątków. Już w pierwszym odcinku wydawał się dość niepokojący, ale był to tylko przedsmak – scena z teatralnym odgrywaniem narodzin Doktora Manhattana naprawdę urzekła mnie poziomem swojej groteski. Wszystko to razem buduje ciekawy dysonans – z jednej strony mamy bardzo poważną historię opartą na społecznej krytyce, a z drugiej dziwnego starca bawiącego się w boga na emeryturze. Już nie mogę doczekać się tego, co wyjdzie, kiedy te dwa światy się ze sobą zderzą.

Odcinek 3 i 4

watchmen hbo silk spectre

Obawiałem się momentu, w którym jakaś główna postać z komiksowego pierwowzoru zacznie grać w serialu pierwsze skrzypce (Veidt to nadal wielka niewiadoma). Bo wprowadzanie nowych, udanych bohaterów to jedno, ale grzebanie w postaciach, które już dobrze znamy, to zawsze ryzykowne posunięcie. Jednak trzeci odcinek udowodnił nam, że także w tej kwestii Lindelof i jego ekipa doskonale wiedzą, co robią. Wprowadzenie Laurie Blake okazało się idealnym łącznikiem między teraz a dawniej. Cyniczna, zmęczona i bardzo mało bohaterska wydaje się przedłużeniem moorowskiej wizji super herosów. Patrząc na Silk Spectre po latach czuć, że wszystkie dawne starania to była po prostu krew w piach. Jeśli chodzi o samą strukturę, to wprowadzenie ciągnącego się przez większość odcinka żartu także wydaje się ciekawym ukłonem w stronę komiksu. W ogóle, ten serial jest naprawdę zaskakująco mocno wypełniony szacunkiem wobec oryginału. Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że twórcy naprawdę bali się posądzenia o żerowanie na kultowym dziele i zrobili wszystko, aby pokazać, że jest wprost odwrotnie. Dodam jeszcze, że kocham te wszystkie dziwne wynalazki, takie jak budka telefoniczna pozwalają wysłać wiadomość na Marsa. Sprawiają one, że produkcja w bardzo ciekawy sposób balansuje pomiędzy poważnym komentarzem społecznym a przedziwną groteską, która pozornie zupełnie nie pasuje do opowiadanej historii. Choć oczywiście przodują w tym sceny z Veidtem, który w tym odcinku w końcu został przedstawiony z imienia i nazwiska. To chyba najmniej zaskakujące objawienie tego serialu, bo chyba nikt nie wątpił w tożsamość tego dziwnego jegomościa?

Początek czwartego odcinka (choć cały serial ma ten specyficzny vibe) przypomniał mi, jakim sentymentem darzę te otwarcia w stylu Zagubionych. Wprowadzenie zupełnie nowej, istotnej postaci bez żadnego kontekstu, zasadzenie tajemnicy i późniejszy powrót, który właściwie niczego nam nie wyjaśnia.  Okazuje się, że po tylu latach i niezliczonej liczbie zawodów, nadal jestem podatny na opowieści polegające na coraz mocniejszym piętrzeniu się kolejnych zagadek. Warunek jest w sumie jeden – to wszystko musi zostać zaserwowane w naprawdę intrygujący sposób. A serialowi Strażnicy właśnie robią to wręcz doskonale, bo dawno tak mocno nie byłem ciekaw tego, co stanie się w następnych odcinkach. Chcę wiedzieć jaka jest rola tajemniczego staruszka na wózku, co spadło w pobliżu tej farmy, po co powstaje ten cholerny zegarek no i oczywiście, wszystko co jest związane z  Ozymandiaszem, bo z odcinka na odcinek jest z nim coraz dziwniej.  Zresztą, to wszystko skręca w jakąś szaloną stronę.  Tajemnicza bilionerka z obsesją na punkcie czasu, sklonowane noworodki wyciągane z wody i zmieniane w dorosłych, złoczyńca, którego mocą jest superśliskość oraz te wszystkie dziwne dziady w maskach. Czuję się trochę jakby oglądał zrobioną na poważnie wariacjęna temat Kleszcza. I nie powiem, to też mnie bardzo intryguje, bo nie mam pojęcia, jak to wszystko ma połączyć się w spójną całość. Pozostaje cierpliwie czekać. Jak już wspomniałem – twórcom udało się już mnie uwieść i jestem gotowy na wszystko, co przygotowali dalej.