Westworld wrócił z swoim trzecim sezonem. Z tej okazji postanowiłem ponownie spisywać swoje wrażenie w formie relacji aktualizowanej po premierze każdego odcinka.

Uwaga. Tekst wypełniony spoilerami, przeznaczony dla widzów, którzy są z Westworld na bieżąco.

Skłamałbym pisząc, że mocno wyczekiwałem pojawienia się nowych odcinków Westworld. Powód jest prosty – drugi sezon przeniósł moje odczucia wobec tej serii w mocno ambiwalentne rejony.  Nie jestem zagorzałym krytykiem – oglądało mi się go całkiem przyjemnie, choćby ze względu na to, że wysokobudżetowe produkcje science-fiction to dla telewizji wciąż rzadkość. Jednocześnie odczuwałem pewien rodzaj zmęczenia materiału i oraz irytacji faktem, że twórcy ewidentnie przeszarżowali  i najzwyczajniej na świecie przekombinowali swój pomysł. W pewnym momencie liczba twistów fabularnych, narracyjnych sztuczek i pseudo filozoficznych rozważań zaczęło być przytłaczająca. Efekt był taki, że zamiast czuć się zaintrygowanym, traciło się wiarę w to, że to wszystko zmierza do jakiegoś sensownego miejsca. W trakcie oglądania ostatnich odcinków trudno mi było pozbyć się uczucia, że ta historia mogłaby się zakończyć, a żadna kontynuacja nie jest już potrzebna. Z drugiej strony – tak samo myślałem pod koniec pierwszego sezonu, a potem ponownie dałem się wciągnąć w ten cały bajzel. Mogłem sobie wmawiać, że następna porcja Westworld wcale a wcale mnie nie interesuje i pewnie nawet nie będzie mi się chciało oglądać trzeciej serii. Taaaa, jasne, kogo ja oszukiwałem – marketing zrobił swoje, a siła przywiązania do serialu tylko mu w tym pomogła. Obejrzałem nowy odcinek w dniu premiery i już wyczekuję następnego. Choć nadal mam sporo wątpliwości. O czym zamierzam Wam pisać w miarę na bieżąco, co tydzień (lub dwa) aktualizując ten wpis o swoje przemyślenia na temat kolejnej dawki Westworld.

Westworld season 3 Aaron Paul

Odcinek pierwszy, czyli zainteresowanie i niedosyt

Poczucie świeżości wynikające z odświeżenia formuły oraz pewien niedosyt wynikający z tego, że pokazano nam w sumie niezbyt dużo – tak mógłbym streścić swoje wrażenia po premierowego odcinka trzeciego sezonu. Najwięcej uwagi przykuwa, z wiadomych powodów, świat przedstawiony, który można określić jako w miarę standardowy cyberpunk. Wszechobecna technologia i rozwój cywilizacyjny tylko pogłębiający stare podziały społeczne. Dość sprytnym zabiegiem jest to, że wątki poszczególnych postaci służą także jako wprowadzenie do różnych sfer społecznych. Zacznijmy od całkiem nowego bohatera, czyli postaci granej przez Aarona Paula, o którym ciężko na razie napisać coś innego niż to, że stanowi przeniesienie schematu “zwichrowany psychicznie weteran nie radzi sobie w normalnym świecie i schodzi na złą ścieżkę”. Jak dla mnie jego rola ogranicza się na razie do bycia fabularnym nośnikiem, który pozwala na pokazanie jak w świecie Westworld wygląda życie “normalnych ludzi”. I pod tym względem jest nawet ciekawie – praca z robotami, “uber dla przestępców”, symulacja najlepszego przyjaciela w ramach terapii – w granicach gatunku są to może dość klasyczne motywy, ale pokazane zostały tutaj na tyle “naturalnie”, że tworzą całkiem ciekawy efekt. Jednak sam bohater potrzebuje szybkiej terapii w postaci wszczepienia większych pokładów osobowości, bo na razie sprawia straszne nijakie wrażenie. 

Dolores Westworld season 3

Z drugiej strony mamy Dolores, która weszła w tryb “ultra badass”, co też mogłoby zostać uznane za mało ciekawe, ale na ten przypadek trzeba spojrzeć z innej perspektywy, bo to odbicie od dawnego oblicza typowej Mary Sue (tutaj warto docenić elastyczność gry Evan Rachel Wood). Jej wątek także nie powiedział nam w sumie za dużo nowego – o jej rewolucji mającej na celu podmienianie ludzi władzy za sprawą hostów wiedzieliśmy już wcześniej. Doceniam, że jest to utrzymane w atmosferze horroru, ale spodziewałem się większego uderzenia na samym początku. Ten wgląd w obrzydliwie bogate elity tego świata jest interesujący głównie z powodu wprowadzenia motywu sterującej wszystkim, praktycznie boskiej sztucznej inteligencji. Trudno powiedzieć też coś o Charlotte (w postaci hosta – jakby ktoś zapomniał, że Dolores ją zabiła) – jej nacisk na ponowne otwarcie parku sugeruje, że to sposób na stworzenie armii pozwalającej na dalszą rewolucję. Mamy jeszcze Bernarda – ten wątek wydaje się być utrzymany najbardziej w klimacie poprzednich dwóch sezonów (relacja cząstki ludzkiej z mechaniczna), ale tutaj też za dużo nam nie pokazano.

Westworld musi się jeszcze rozkręcić

Westworld 3 Bernard

Podsumowując – ziarno zainteresowania zostało zasiane, ale tak naprawdę trudno na razie ocenić, czy twórcy rzeczywiście znaleźli rozsądną drogę do poprowadzenia swojej sagi do kolejnego etapu. Wciąż nie wiemy, jaką rolę odegra Człowiek w Czerni (stawiam na samozwańczego zbawcę), a scena po napisach z Maeve uznaje na razie za klasyczny (trochę już niemodny) cliffhanger.  Tak sobie właśnie myślę, że napisałem całkiem sporo tekstu, którego konkluzja brzmi “w sumie to nic na razie nie wiadomo”. Mam nadzieję, że następne odcinki pozwolą nam podyskutować już o jakichś konkretach.

Odcinek drugi – znowu to samo

westworld 3 maeve

O nie, robią przeplatankę wątków pomiędzy odcinkami, co w tym przypadku strasznie mnie irytuje, bo naprawdę wolałbym trochę więcej dowiedzieć się czegoś więcej o tym świecie niż znowu bawić się w “co jest prawdziwe, a kto jest robotem”. Co prawda, sceny z Maeve są całkiem sprytnie rozpisane i fajnie bawią się z przyzwyczajeniami widzów (na przykład pierwszy, dwuznaczny dialog). Dałem się nawet wciągnąć w tę grę i sam się myślałem “czemu wszyscy zachowują się normalnie, to straszne durne”, czekając na wyjaśnienie tej sytuacji. Jednak samo zawieszanie symulacji trochę za bardzo przypominało mi odcinek Ricka i Morty’ego, co odbierało jej jakiejkolwiek powagi. Jak dla mnie to wszystko stanowiło trochę niepotrzebną popisówkę twórców w imię zasady “o patrzcie znowu, jacy z nas zakręceni spryciarze, co jeszcze niejednego asa mają w rękawie”, co sprowadza się do ponownego ogrywania karty i podsycania fanowskich teorii. To jeden z ważnych elementów serialu, ale na początku warto byłoby przedstawić trochę więcej konkretów, a nie serwować efekciarskie mydło. Jeszcze gorzej wypadły sceny z Bernarderm i Stubbsem, bo ich treść dałoby się przedstawić w dwa razy krótszym czasie antenowym. Tak jak pierwszy odcinek rozbudził moje nadzieje na nowy start, to po drugim czuję, że twórcy nie zamierzają porzucić powielania starych sztuczek. Mam nadzieję, że jestem w błędzie.