Tu Rick i Morty. Słuchaj Czytelniku, nie ma czasu na tłumaczenia. Musisz wziąć ten tekst i wsadzić go sobie w tyłek, jak najszybciej. To początek nowej ery naszych przygód! Kusi na Kulturę i Czytelnik na zawsze, przez sto lat, Kusi na Kulturę i Czytelnik do końca świata. Bluuuuurp. 

Moje spotkanie z przygodami Ricka i Morty’ego zaczęło się dość specyficznie. Rozmawiałem ze znajomym o różnych kreskówkach pokroju Adventure Time i Regular Show. Nagle spytał się, czy oglądałem już nową animację od Adult Swim. Powiedział, że to taka kreskówka o zwariowanym profesorku i jego wnuczku w stylu Powrotu do przyszłości. Dlatego, kiedy włączałem pierwszy odcinek byłem przekonany, że będzie to serial rodem z Cartoon Network – może zwariowany, ale i tak ostatecznie skierowany do dzieci. Zupełnie nie spodziewałem się tego, co za chwilę miało mnie spotkać. Nie wiedziałem, że przez następne dwadzieścia minut będę obserwował bekającego dziada, który ciągle popija z piersiówki, a brodę ma uwaloną własnymi wymiocinami/śliną. I na pewno nie byłem przygotowany na to, że właśnie rozpoczynam przygodę z jedną z najważniejszych animacji XXI wieku.

Rick i Morty – dowcip bez zahamowań

Rick i Morty nie są przyjemni dla oka

Fabułę serii można streścić dość szybko. To historia o zwykłym nastolatku przeżywającym przygody ze swoim genialnym dziadkiem. Podróżują sobie po kosmosie i innych wymiarach dzięki wynalazkom tego drugiego, napotykają niezwykłe zjawiska, kosmitów i niewyobrażalne krainy. Brzmi jak nuda i do bólu wyświechtany pomysł na serial? Owszem, ale cała siła Ricka i Mortye’go tkwi w tym, że jest maksymalnie jadowitą parodią wszystkiego co wytworzyła ludzka popkultura. Trudno nadążyć nad nawiązaniami, które pojawiają się w tej kreskówce, zwłaszcza, że odcinki często nie opierają się tylko na jednym pomyśle. Jest epizod, który rozgrywa się parku rozrywki zrobionym w ciele bezdomnego, gdzie od razu widać inspiracje Parkiem Jurajskim i Interkosmosem. Jest też taki, który łączy w sobie Incepcję oraz Koszmar z ulicy wiązów. To tylko dwa pierwsze przykłady z brzegu. Dla fanów popkultury to jedna wielka uczta, która nawet po kilkukrotnym powtórzeniu nadal potrafi zaskoczyć wcześniej przegapionym odniesieniem czy żartem. A skoro o dowcipie mowa, to trzeba zaznaczyć, że ten jest wyjątkowo okrutny, często obrzydliwy i pozbawiony zahamowań. Twórcy serialu nie znają żadnych świętości i nie boją się jechać po bandzie. Jednak nie jest też tak, że przesadzony humor służy tylko szokowaniu, przynajmniej nie w większości przypadków.

Rick i Morty parodiują Mad Maxa

Rick i Morty to serial przezabawny, prawdziwa perełka dla ludzi kochających absurd i inteligentne dowcipy wymieszane z tymi mało wyrafinowanymi. Jednak to nie to świadczy o jego wyjątkowości. Tym specjalnym elementem nie jest też czerpanie pełnymi garściami z dobrodziejstw kultury, zwłaszcza tej spod znaku science-fiction. Tym co czyni ten serial naprawdę unikalnym i niesamowitym jest olbrzymi pokład nihilizmu i cynizmu wylewający się z każdego odcinka. Rick jest geniuszem, co wpływa na jego brak szacunku do kogokolwiek i czegokolwiek. Jest nieodpowiedzialny, nie dba o życie innych, a jakiekolwiek społeczne układy są dla niego po prostu żenujące i wynikają z ludzkiej słabości. Scenarzyści wykorzystują to w pełni do uwypuklania wszystkich lęków jakie targają naszym gatunkiem. Nie boją się się poruszać takich tematów jak sztuczność ludzkich relacji, bezcelowość życia czy brak znaczenia ludzkiej egzystencji wobec ogromu wszechświata i innych wymiarów. Owszem, to wszystko często jest ubrane w dowcipy o pierdach, ale mimo wszystko są w tym serialu momenty, które potrafią wprowadzić widza w stan egzystencjalnego niepokoju. Trudno w to na początku uwierzyć, ale Rick i Morty to produkcja mająca sporo do zaoferowania ludziom lubiącym rozmyślać nad takimi problemami. Czyli robi to, co powinno służyć jako cel każdej opowieści science fiction.

Rick i Morty poza strefą komfortu

Rick i Morty na kolejnej magicznej podrózy

Jakbym miał znaleźć jedno określenie na produkcję Adult Swim, byłoby to “wytrącająca ze strefy komfortu”. Czy to przez obrzydliwe zachowania Ricka, często wymykający się spod kontroli humor, czy pokazywanie bezsensu egzystencji – to serial, który nie pozwala ani na chwilę poczuć się widzowi dobrze i bezpiecznie. Dzięki temu otrzymujemy niesamowitą mieszankę, która z jednej strony nie pozwala się oderwać od ekranu, a z drugiej każe nam co chwilę mówić na głos  “kuźwa, to jest za mocne”. Jeśli jeszcze nie odbyliście żadnej podróży z wiecznie zapitym naukowcem i jego niezbyt rozgarniętym wnukiem, to jak najszybciej naprawcie ten błąd.