“X-Men: Mordercza Geneza” to komiks skierowany do największych miłośników przygód marvelowskich mutantów. Tylko oni docenią wszystkie nawiązania i nie będą narzekali na fabularne schematy.

Poniższa recenzja składa się z dwóch etapów oddzielonych przez jedno zasadnicze pytanie: czy męczą Ciebie komiksy Marvela oferujące retcony i wolty fabularne, w których odkrywane są kolejne mroczne sekrety skrywane przez postaci? Jeśli tak, to właśnie skończyłeś/aś pierwszy etap i możesz odpuścić sobie dalsze czytanie recenzji, bo “X-Men: Mordercza Geneza” jest właśnie takim komiksem. Jeśli jednak lubisz te wszystkie zawirowania i telenowelowaty klimat charakterystyczny dla historii o mutantach, to zapraszam do dalszej lektury.

Fabuła przenosi nas w okres po wydarzeniach z “Rodu M”. W skrócie sprowadza się to do tego, że na Ziemi mutantów już prawie nie ma, a zespół wciąż próbuje odnaleźć zaginionego profesora Xaviera. W międzyczasie pojawia się nowy potężny mutant, który odsłoni mroczną tajemnicę sięgającą czasów, w których pojawiła się druga fala X-Menów. Odwołanie do tak dalekiej przeszłości może dziwić, ale historia powstała w celu upamiętnienia trzydziestolecia “Giant-Size X-Men #1” – komiksu, który przywrócił przygody mutantów z wydawniczego niebytu. I to właśnie ludzie znający prapoczątki serii będą tym tytułem najbardziej zainteresowani, bo właściwie cały składa się z nawiązań i wspomnień dotyczących dawnych dziejów. Jest tu sporo sztampy i zagrań rodem z latynoskiej telenoweli, ale wszystko ratuje świetny warsztat Eda Brubakera – jednego z najlepszych współczesnych scenarzystów komiksów głównego nurtu, który odwala porządną, rzemieślniczą robotę. Całą historię czyta się sprawnie, ale skierowana jest dla specyficznego czytelnika, który nie ma problemów z akceptacją wielu fabularnych głupotek.

Podobny obraz

W kwestii graficznej trudno napisać o tym komiksie coś szczególnego, bo też nie wyróżnia się niczym specjalnym. To typowy Marvel sprzed dziesięciu lat, czyli okresu, w którym królowały niezbyt gustowne efekty komputerowe, które dzisiaj rażą już swoją sztucznością. Jednak po pierwszym niesmaku można się przyzwyczaić i spokojnie oglądać kolejne kadry. Grafika spełnia swoją rolę i trudno o niej powiedzieć coś więcej, bo nie wyróżnia jej nic specjalnego. Jeśli mieliście w rękach komiks Marvel z połowy zeszłej dekady, to pewnie dokładnie wiecie, czego się spodziewać. Naprawdę, trudno napisać na ten temat coś więcej, bo rysunki prawie od razu ulatują z głowy.

“Mordercza Geneza” to typowy średniak skierowany dla fanów gatunku, a szczególnie miłośników X-Men. Ludzie zafascynowani śledzeniem wszystkich wydarzeń w uniwersum Marvela pewnie będą zadowoleni z kolejnego tytułu, który zwiększy ich zasób wiedzy i zapewni trochę bezpretensjonalnej rozrywki. I to oni są grupą, której jestem w stanie polecić ten komiks z czystym sumieniem. Mniej zatwardziali fani mogą sobie go sobie spokojnie odpuścić.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>