Guy Delisle odwiedził Polskę z okazji premiery swojego nowego komiksu “Zakładnik”. To bardzo nietypowa, prawdziwa historia porwania Christophe’a André’a , która zostawia trwały ślad w głowie czytelnika. Miałem niebywałą przyjemność przeprowadzić z autorem rozmowę na temat tego opasłego dzieła.

Chciałbym porozmawiać z Tobą o nudzie. Kiedy myślimy o porwaniach to przed oczami widzimy historie pełne napięcia, przemocy i tortur. Jednak opowieść spisana przez Ciebie jest zupełnie inna.

Myślę, że ten komiks nie powstałby, gdyby była to historia porwania, w której bohater został poddany torturom. Po pierwsze, raczej nie byłby w stanie o tym opowiadać w tak swobodny sposób jak Christophe o swoim przeżyciu. Był w dość unikalnym położeniu, bo udało mu się samemu uciec to też zmieniło jego perspektywę na całe zdarzenie.

“Zakładnik” opowiada o pracowniku organizacji medycznej, który w 1997 roku został porwany przez Czeczeńskich bandytów i spędził w zamknięciu kilka miesięcy. Kiedy usłyszałeś jego historię, od razu pomyślałeś, że to materiał na komiks?

Tak, bo komiks pozwala na pracę, w której można pokazać wiele szczegółów. Od razu wiedziałem, że to będzie bardzo długa  książka, pozwalająca oddać poczucie upływającego czasu. Nie planowałem aż czterystu stron. Na początku było ich dwieście, a potem trzysta. Jednak wraz z tworzeniem, zrozumiałem, że chcę mieć w niej wszystkie te małe detale, które mi opowiedział. Dla mnie to pewien rodzaj mantry przerzucasz kolejne strony i wiesz, że nie uciekniesz tak łatwo, sam jesteś uwięziony w tym komiksie. To historia, która ma w sobie mało elementów suspensu, ale przez to działają one mocniej.

Czy sam nie czułeś się jak zakładnik idei stojącej za tą pracą? Rysowanie tak samo wyglądających kadrów, jeden za drugim, musi być okropnie wyczerpującym zajęciem.

Rysowanie “Zakładnika” było jak maraton. To było duże wyzwanie, ale od samego początku wiedziałem, że będę musiał rysować ciągle to samo pomieszczenie. Jednak sama historia jest tak mocna, że chciałem utrzymać ją w jak najprostszym stylu, aby była zbliżona do prawdziwego życia. Dlatego zmieniłem też swój sposób rysowania, z kreskówkowego na bardziej realistyczny. Jeśli dodałbym tam więcej akcji, to mogłaby odpłynąć w stronę hollywoodzkiego filmu. Nie chciałem, aby czytelnik zapomniał, że to historia, która wydarzyła się prawdziwemu człowiekowi. On siedział w jednym miejscu z materacem i pustym kątem, w który musiał się wpatrywać. To na pewno doprowadzało go do szaleństwa i chciałem, aby udzielało się to także czytelnikowi. Powtarzalność kadrów była do tego niezbędna.

Pierwszy raz spotkałeś Christophe’a czternaście lat temu?

Tak jest, przeczytałem jego historię i od razu chciałem go poznać. Miałem ku temu możliwość, bo pracował w tym samym NGO co mój przyjaciel. Pomyślałem, że zadam mu parę pytań, bo byłem potwornie ciekawy paru rzeczy. Na przykład, jak udało mu się uciec, bo tego nie opisano w gazetach. On o tym mógł opowiadać bez problemu, nie miał żadnej traumy. Stwierdził, że patrzy na to zdarzenie z pozytywnej perspektywy, bo wszystko dobrze się skończyło. Owszem stracił trzy miesiące z życia, ale przeżył coś, czego nigdy sobie nawet nie wyobrażał. Słuchałem go i myślałem, że to świetny materiał na komiks.

Zakładnik. Historia ucieczki

 

A dlaczego jego stworzenie zajęło tak dużo czasu?

Pracowałem już wtedy nad pierwszym szkicem, ale wyjechałem jako animator do Korei Północnej i zacząłem tworzyć książkę o Pjongjangu. Wróciłem do pierwszej wersji “Zakładnika”i zupełnie mi się nie spodobała, więc postanowiłem napisać ją od nowa. Wtedy jednak wyjechaliśmy do Birmy i zacząłem pracować nad komiksem o tym kraju. Potem pojawiła się podobno sytuacja z Jerozolimą. Kiedy postanowiliśmy z żoną, że już nie będziemy tak podróżować, mogłem w końcu powrócić do historii Christhophe’a.

Pewnie rozpoznawalność słynnego twórcy komiksów też przydała się do wypromowania tak specyficznego dzieła.

Teraz na pewno jest łatwiej, bo publika już jest, na przykład Wy wszyscy tutaj. Piętnaście lat temu nie mógłbym się poświęcić zrobieniu komiksu mającego ponad czterysta stron. Rysowałem ponad rok zanim pokazałem go mojemu wydawcy, który zastanawiał się, co właściwie obecnie porabiam. Przyszedłem do niego chyba z dwustoma gotowymi stronami. On powiedział, że to dobrze wygląda i przyjął propozycję. Mogłem to zrobić dzięki wcześniej wydanym komiksom.

Jaka była dla Ciebie największa różnica przy rysowaniu “Zakładnika” w stosunku do poprzednich książek? Tym razem zamiast swojej historii opisałeś życie kogoś innego.

Opisywanie cudzej opowieści wydawało się wyjątkowo trudne. Nie wiedziałem jaka będzie opinia Christophe’a, więc podsyłałem mu kolejne strony i pytałem o zdanie. Nie wyobrażam sobie pracy w inny sposób. Chciałem być pewien, że nie zakłamuję jego spojrzenia na opisywane sprawy. Okazało się, że krytyczny odzew był dość mały, bo Christophe był zadowolony z efektów i zachęcał do tworzenia kolejnych stron.

Zakładnik. Historia ucieczki środek

Planujesz już następny album?

Pracuję teraz nad kolejnym tytułem z serii o dzieciach w domu i ich złym wychowaniu. To o wiele prostsze, ma w sobie dużo humoru i mam wiele zabawy przy tworzeniu. Po “Zakładniku” musiałem zabrać się za coś zabawnego, bo w nim wszystko jest zupełnie na poważnie i to okazało się dla mnie najtrudniejszym elementem w czasie jego tworzenia.

 

—————————————————————————————————————————

Chciałbym serdecznie podziękować Szymonowi Holcmanowi z wydawnicta Kultura Gniewu oraz Katarzynie Toście z Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi za umożliwienie mi przeprowadzenia tej rozmowy.
Użyta fotografia pochodzi z adresu

https://en.wikipedia.org/wiki/Guy_Delisle#/media/File:FIBD2015GuyDelisle.jpg i została wykonana przez użytkownika Selbymay. Została udostępniona na zasadzie licencji Creative Commons 4 https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/