Anna Krztoń komiksy tworzy dopiero od paru lat, ale już na stałe wpisała się w polską scenę niezależną. Mało kto równie dobrze jak ona przedstawia w swoich opowieściach szeroko pojęte “wycinki z życia”. O jej początkach, inspiracjach i ambitnych planach na przyszłość możecie przeczytać w naszej rozmowie.

Jesteś obecnie jedną z najprężniej działających rysowniczek na polskiej scenie niezależnej. Kiedy stwierdziłaś, że to jest właśnie droga dla Twojej twórczości?

Chyba nie było w moim życiu takiego jednego momentu, w którym uświadomiłam sobie jednoznacznie, że chcę robić ziny. Wszystko to stało się bardzo naturalnie. Zaczęło się na plenerze komiksowym w Nowym Targu w 2013 roku, kiedy poznałam Szymona Szelca z zina „Mydło” i w sumie to on pierwszy powiedział „A może byś tak wydała te swoje rzeczy w formie zinów? Ziny są super”. Tak w skrócie. Prawdę mówiąc nie jestem pewna, czy wcześniej miałam jakąkolwiek styczność z komiksowym undergroundem. To dzięki Szymonowi i Jakubowi Grocholi – redaktorom „Mydła” – zainteresowałam się tą sceną.

krzton

Sama się rzuciłaś na głęboką wodę, czy ktoś Ci jednak pomógł w pierwszych krokach?

Wydawanie zinów nie jest super skomplikowane, ale dobrze mieć na początku kogoś, kto to ogarnia i może na przykład polecić dobrą drukarnię, albo zabrać ze sobą na zinefest czy festiwal, pomóc trochę wkręcić się w to środowisko. U mnie taką rolę „przewodników” pełnili właśnie panowie z „Mydła”, i za to jestem im bardzo wdzięczna. Równocześnie jednak to nie jest tak, że scena niezależna to jedyne, co mnie interesuje. Teraz robię komiks dla Wydawnictwa Komiksowego – ale nie traktuję tego jako przejście do „mainstreamu”. Uważam, że można to połączyć – robienie zinów i komiksów wydawanych „oficjalnie”, przez wydawnictwa. Wiele z rzeczy, które publikuję w swoich zinach nie nadawałoby się do „głównego obiegu” i mam tego świadomość – równocześnie jednak nie wyobrażam sobie wydać dwustu stronicowego komiksu (jak ten, nad którym pracuję obecnie) w formie zina.

Jak wspominasz swój pierwszy wydany zin?

Prawdę mówiąc nie najlepiej. Nawet za bardzo nie pamiętam, jaki nosił tytuł, ale były w nim komiksy, które później znalazły się (przynajmniej częściowo) w „Journeys interrupted by life”. Nie pamiętam ile egzemplarzy wydrukowałam, ale chyba około dwudziestu czy trzydziestu. Moje koleżanki ze studiów jechały wtedy na jakieś targi książki artystycznej i zabrały ze sobą kilkanaście egzemplarzy, z których żaden się nie sprzedał. Potem pokazywały mi ziny, które stamtąd przywiozły. Szczególnie zapamiętałam jeden, w którym były wydrukowane na kolorowym papierze zdjęcia psów. Podobno cieszył się wielką popularnością. Wtedy niewiele z tego rozumiałam – teraz oczywiście patrzę na to inaczej, i już mnie nie dziwi że moje rysunki nie znalazły odbiorców na takiej imprezie. Z drugiej strony od tego czasu sporo się zmieniło, i parę razy byłam na zinefestach gdzie w ogóle nie było żadnych komiksów poza moimi i zinem “Mydło” (bo przez długi okres jeździliśmy na takie imprezy razem). Zwykle nasze rzeczy cieszyły się dużym zainteresowaniem, właśnie ze względu na to, że wyróżniały się na tle innych wystawców. Tak więc może za pierwszym razem po prostu miałam pecha.

krzton 4

W takim razie: gdybyś mogła wymazać publikacje, z których nie jesteś zadowolona, to jaki tytuł chciałabyś uznać za swój pierwszy naprawdę udany?

Na pewno nic bym nie „wymazywała”, bo wszystko, nawet średnio udane komiksy, są elementem drogi, którą przechodzi twórca. Dodatkowo pamiętaj o tym, że przy intensywnym rysowaniu jednak dość szybko styl się rozwija, robimy postępy i przestaje nam się podobać to, co rysowaliśmy pół roku, rok czy parę lat wcześniej. Ja jeszcze dość szybko tracę zainteresowanie projektami, które uznam za zakończone – chociaż dzięki wydawaniu zinów to już trochę się nauczyłam, że czasami trzeba zrobić jakiś dodruk, coś pozmieniać, poprawić, uzupełnić czy przetłumaczyć. Na pewno „Okres krakowski” traktuję jako pierwszy zin zrobiony „z głową”, który miał jakąś koncepcję i też był bardziej profesjonalnie wykonany niż poprzednie. Nie mniej nie odcinam się od pierwszych zinów – „Journeys interrupted by life” i „Kozakowic” – ich fragmenty znalazły się nawet w moim nowym zbiorku, „Past Perfect”.

Ciekawi mnie wybór tematyki w Twoich komiksach. Wycinki z życia to rzadko spotykany temat w polskich niezależniakach, które raczej kojarzą się z odpalonymi historiami.

W niezależniakach rzeczywiście, ale zwróć uwagę, że sporo jest osób rysujących takie rzeczy i publikujących je np. na facebooku – chociaż większość z nich nie funkcjonuje w „komiksowie”. Mnie taka tematyka przychodzi bardzo naturalnie. W liceum rysowałam dużo pasków komiksowych, których bohaterami byli moi znajomi. Później robiłam to samo pod koniec studiów, tylko już w formie jedno-planszówek. Pewnie spory wpływ mają tu lektury, bo w tamtym okresie czytałam dużo komiksów autobiograficznych, szczególnie Julii Wertz. Zabrzmi to banalnie, ale uwielbiam obserwować ludzi dookoła i wyłapywać sytuacje i wypowiedzi, z których mogę potem zrobić komiksy. Pewnie będę nadal tworzyć takie ziny, przynajmniej od czasu do czasu – tak długo jak będą interesować czytelników.

krzton 3

Czy w takim razie album, nad którym pracujesz jest naturalną ewolucją Twojej twórczości? Opowiedz o nim coś więcej.

Teraz pracuję nad swoim debiutanckim komiksem, którego premiera jest zaplanowana na 2018 rok. Żeby za bardzo nie wgłębiać się w samą fabułę to powiem tylko, że opowiada o kobiecej przyjaźni w obliczu choroby (depresji). Jeśli ktoś śledzi moje prace w mediach społecznościowych to na pewno skojarzy, bo dosyć często dzielę się nowymi planszami czy panelami. Ten komiks opowiada historię, która naprawdę się wydarzyła, jest wątek autobiograficzny, myślę więc, że rzeczywiście można go traktować jako kontynuacja tego, co robiłam do tej pory. Oczywiście skala i forma są zupełnie inne – przede wszystkim jest to jedna historia, natomiast moje ziny to przeważnie zbiory pasków, co prawda związane tematem, ale jednak zbiory pasków. Bardzo się cieszę z tego komiksu. Praca nad nim daje mi dużą satysfakcję, pomimo tego że momentami bywa emocjonalnie trudna, ze względu na tematykę. Pewnie gdyby nie Stypendium Gildii to nie starczyłoby mi siły i samozaparcia, żeby to skończyć. W sytuacji, w której mam już wydawcę – Wydawnictwo Komiksowe – zupełnie inaczej pracuje się nad całością, bo nie muszę się martwić o to czy parę lat pracy nie pójdzie na marne. Mogę się skupić tylko i wyłącznie na tym, żeby opowiedzieć tę historię najlepiej jak potrafię.

krtzon 2

A nie będzie Ci brakowało tego, że możesz promować komiks na prywatnym kramiku? Wydaje się, że straganiarstwo masz we krwi.

Dla mnie zrobienie komiksu dla wydawnictwa nie łączy się automatycznie z przejściem do mainstreamu. W Polsce (z resztą za granicą też) jest sporo twórców, którzy funkcjonują i w „oficjalnym obiegu” i w undergroundzie. Moim zdaniem to się ze sobą nie kłóci i mam zamiar dalej robić ziny. Ich wydawanie daje mi masę radości i nie chcę rezygnować z jeżdżenia na festiwale, spotkań z ludźmi ze środowiska i bezpośredniego kontaktu z odbiorcami. Oczywiście czas to wszystko zweryfikuje; pożyjemy, zobaczymy – nie mniej na razie nie mam zamiaru porzucać komiksu niezależnego, i już pracuję nad nowym zinkiem na MFKę.

Autorką zdjęcia tytułowego jest Agnieszka Czoska

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>