Dzisiaj trochę o mocy tajemnicy i zostawianiu przestrzeni dla wyobraźni. Bo przecież od zawsze wiadomo, że to co zakryte rozgrzewa ją mocniej od tego, co odkryte. 

Ludzie to strasznie wścibskie istoty, które nie są w stanie spać spokojnie, dopóki nie zaspokoją swojej ciekawości. Oczywiście ma to swoje wspaniałe strony, dzięki którym ludzkość odkryła cały świat, poleciała w kosmos i wynalazła Internet, co pozwala pisać mi ten tekst. Jednak to, co ma sens w praktycznych aspektach życia, potrafi być upierdliwe w jego innych odsłonach, od wścibskiego sąsiada lubiącego podglądać nas przez płot, aż po upierdliwych członków rodziny wypytujących nas o sprawy prywatne. Możemy takie zachowania wyśmiewać, ale w głębi serca prawie każdy z nas jest na jakiś sposób ciekawski. Idealnym przykładem są tutaj popkulturowe tajemnice, które spędzają sen z powiek fanom na całym świecie. Niestety, także w tym wypadku, ciekawość bywa pierwszym stopniem do piekła.

 

Osobiście nigdy nie miałem większego problemu z dziełami kultury, które nie stawiają nam bezpośrednich odpowiedzi na przedstawione tajemnice. W wielu wypadkach to jedna z większych przyjemności związanych z odbiorem jakiejś pozycji. Doceniajmy te lekkie niedopowiedzenia, które pozwalają snuć nam swoje własne teorie i domysły. Dobrze użyta tajemnica potrafi cudownie wpłynąć na atmosferę opowiadanej historii. Weźmy na przykład pozornie banalny zabieg, którego efektem jest jedna z najcudowniejszych scen w XXI-wiecznej kinematografii. Chodzi  mi o “Między słowami” i moment, w którym Bill Murray szepcze do ucha Scarlett Johansson niesłyszalne dla widza słowa. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że ich cała filmowa relacja opiera się właśnie na niedomówieniach, otrzymujemy idealny przykład, jak jedna drobnostka może zmienić cały przekaz filmowy. To taki fabularny odpowiednik erotycznej bielizny, która niby zakrywa, ale tak naprawdę służy do rozpalenia wyobraźni. Jednak problem jest taki, że większość widzów  jest niecierpliwa i chce obserwować pełną goliznę. A niestety często okazuje się ona o wiele mniej atrakcyjna niż się zapowiadało.

falnders sexy

Przykłady filmowych golasów, które powinny pozostać w seksownej bieliźnie można mnożyć i mnożyć, ale skupmy się na kilku. Jednym z moich ulubionych jest Hannibal Lecter. Kiedy poznajemy go w “Milczeniu owiec”, to psycholog-kanibal jawi się nam niczym ucieleśnienie wyrafinowanego zła, za którym nie stoi żaden konkretny powód. I to właśnie było w nim najbardziej przerażające i magnetyczne. Jednak ostatecznie doczekaliśmy się prequelu w postaci “Hannibal. Po drugiej stronie maski”, w którym wytłumaczono nam traumatyczną historię seryjnego mordercy. I pach, cały strach gryzie piach. Podobnie sytuacja ma się z innym z najbardziej przerażających monstrów w historii kina, czyli Obcym. W pierwszej części tytułowy potwór straszy tym, że prawie nic o nim nie wiadomo, a jego samego prawie nie ma na ekranie. Ta aura tajemnicy znikła już w drugiej części, choć przynajmniej otrzymaliśmy rewelacyjny film akcji. W tym roku jednak doczekaliśmy się filmowej genezy postaci “Obcego: Przymierza”, która obdarło potwora ze wszystkiego, co czyniło go takim ciekawym. A pamiętacie taki dziwny film jak “Cube”? Jego urok też tkwił w tym, że nic nie wiedzieliśmy na temat śmiertelnego labiryntu. Jednak twórcy następnych części postanowili to naprawić, co popsuło ten cały dziwny nastrój.

Whisper

W sercach większości fanów trwa wieczna bitwa między miłością do danego tytułu i chęcią przeżycia kolejnych przygód z nim związanych, a strachem, że przyszłe części mogą popsuć to, co dobre. Pomyślcie tylko, jaki świat byłby wspaniały gdyby “Matrix” skończył się na pierwszej części, a prequele do “Gwiezdnych Wojen” nadal istniałyby tylko w sferze domysłów? Podobnie zresztą sprawa ma się z serialami. Ile razy chcieliście, aby nie było następnego sezonu, bo jednak wytłumaczenie wszystkich wątków ostatecznie psuło całą radość? Już nie mówiąc o rozwodnieniu wszystkiego za co daną serię lubiliśmy na początku? Wiem, że moje rozważania niczego nie zmienią, ale i tak chciałbym napisać: nie bójcie się niewiedzy o tym, co mogło być dalej, lub o co w tym wszystkim chodziło. Cieszmy się z tej niewiedzy, którą oferują nam twórcy. Bo fantazjowanie to też jest całkiem niezła zabawa.