And the Oscar goes to…, czyli mały przegląd tegorocznych nominacji za najlepszy film.

 And the Oscar goes to…, czyli mały przegląd tegorocznych nominacji za najlepszy film.

Tegoroczne rozdanie Oscarów już za chwilę. Z tje okazji zapraszam na mój mały przegląd tytułów nominowanych w tym roku w kategorii “najlepszy film.

Powód powstania tego tekstu jest dość prozaiczny – chyba po raz pierwszy w życiu udało mi się obejrzeć wszystkie tytuły nominowane do Oscarów za najlepszy film jeszcze przed rozdaniem złotych statuetek, więc postanowiłem skorzystać z okazji i napisać trochę, co sądzę o każdym z nich. Nie jest to efekt moich świadomych starań (jakoś nigdy nie próbowałem “złapać ich wszystkich”), tym razem po prostu jakoś się tak złożyło, że większość wyróżnionych w tym roku filmów i tak wpisywało się w moje kinomańskie plany. Tak naprawdę tylko dwa z nich (niestety Maestro i stety Poprzednie życie) obejrzałem w celu dobicia do pełnej oscarowej dziesiątki.

Ogólnie uważam, że tegoroczna dziesiątka jest jedną z ciekawszych, jakie trafiły do tej puli w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Filmy są zróżnicowane gatunkowo (znalazło się miejsce nawet dla kilku komedii!), znajdują się wśród nich zarówno produkcje o lżejszym, jak i naprawdę ciężkim charakterze. Do tego, pomijając jedną pozycją, żaden z nich nie jest perfidnym oscar baitem. Wiadomo, że można narzekać na brak pewnych produkcji, ale przecież to tylko Oscary. Poniższy przegląd jest raczej zbiorem moich osobistych odczuć do każdego opisywanego filmu, niż jakoś szczegółową analizą powodów, dla której zebrały nominację.

American Fiction

Łączna liczba nominacji: 5

Już sam fakt, że mamy do czynienia z produkcją w dużej mierze satyryczną sprawia, że cieszę się z jej obecności w oscarowej dziesiątce. Opowieść o sfrustrowanym popularnością literatury spod znaku “Ghetto paradise” czarnoskórym pisarzu, który w ramach żartu pisze paszkwil wyśmiewający “czarną literaturę dla białasów” i w ten sposób tworzy niezamierzony bestseller, jest rewelacyjna właśnie wtedy, kiedy skupia się na wątkach satyrycznych. Jako zgryźliwy komentarz wobec obsesji na punkcie rasy i licznych związanych z tym pułapek, w które sami wpadamy, czasami jest wręcz przekomiczny. Niestety według mnie gorzej wypada druga warstwa, ta skupiona na życiu osobistym głównego bohatera – wtedy zmienia się w mniej udany film Alexandra Payne’a. Jednak nawet w tych mniej udanych fragmentach ciągnie go przerewelacyjna rola Jeffreya Wrighta, który wspaniale łączy tu talent do komedii, jak i dramatu. Świetnie wypada także grający jego brata Sterling K. Brown, choć przydałoby się go trochę więcej na ekranie.

Anatomia Upadku

Łączna liczba nominacji: 5

Jedna z większych niespodzianek na tegorocznej liście, bo film Justinie Triet sprawia wrażenie zbyt europejskiego, aby zwrócić aż tak dużą uwagę oscarowej akademii.  Chociażby ze względu na fakt, że mamy do czynienia z produkcją bardzo nieoczywistą i stawiającą raczej na chłodne wyrachowanie niż szastanie wielkimi emocjami. Anatomia wypadku tylko pozornie jest dramatem sądowym, w którym główne pytanie brzmi “zrobiła to czy nie zrobiła?”. Śledztwo i proces są tu tylko pretekstem do snucia rozważań na temat niemożności dojścia do prawdy, zawodności ludzkiej pamięci i wpływie emocji na postrzeganie rzeczywistości. Manipulacja jest tu obecna w każdym aspekcie, także samym języku filmu, którego my sami stajemy się ofiarami. Całość jest jednocześnie bardzo subtelna i bezcelnie bezpośrednia, co pomimo pozornej sprzeczności, sprawdza się wyśmienicie. Ta ambiwalentność wybrzmiewa tak dobrze w dużym stopniu dzięki fenomenalnej roli Sandry Hüller, która świetnie oddaje skrywającą się w głównej bohaterce nieoczywistość. W pełnym zachwycie przeszkadza mi trochę fakt, że to wszystko wydaje się czasami jednak trochę zbyt wykalkulowane.

Barbie

Łączna liczba nominacji: 7

Barbie stała się największym kinowym fenomenem tego roku i choćby z tego powodu zasługuje na miejsce w oscarowej dziesiątce. Jednak ja niestety zaliczam się do grona  rozczarowanych, co może być kwestią zbyt dużych wymagań, jakie mam wobec twórczości Grety Gerwig i Noah Baumbacha. Oczywiście, sama koncepcja i cała warstwa audiowizualna zachwycają, a niektóre sceny to prawdziwe perełki. Jako lekka komedia z wieloma ciekawymi pomysłami realizacyjnymi Barbie sprawdza się bardzo dobrze. Problem jednak w tym, że sam film, jak i związana z nim otoczka, próbuje nam wmówić, że ma też coś ciekawego do powiedzenia na temat kapitalizmu i kobiecego wyzwolenia, a niestety pod tym względem wypada dość płasko, a czasem wręcz problematycznie. Buntownicze ambicje są tu ewidentnie stopowane przez ograniczenia “produkcji dla wszystkich”, przez co ostateczny efekt jest bardzo bezpieczny.

Biedne istoty

Liczba nominacji: 11

Biedne istoty są dla mnie tym, czym chciałaby być Barbie — bezkompromisowym popisem plastycznej wyobraźni, który w przewrotny i humorystyczny sposób opowiada kobiecym wyzwoleniu, wyśmiewając obsesję kontroli patriarchalnego społeczeństwa. Yorgos Lanthimos (po raz kolejny we współpracy ze scenarzystą Tonym Macnamarą) opowiada mroczną baśń o traktowanej jak zabawka kobiecie, która uwalnia się ze swojej złotej klatki i przerasta swoich twórców. To wielki aktorski popis Emmy Stone wbijającej się na jeszcze wyższy poziom niż dotychczas. Jej kreacja sprawia, że przemiana Belli staje się naprawdę wiarygodna. Jest zupełnie wiarygodna w jej dukającej i włóczącej nogami wersji, jak i późniejszych “etapach rozwoju”. Piorunujące wrażenie sprawiła na mnie płynność tych przemian — w pewnym momencie zorientowałem się, że coś się zmieniło, ale nie były to od razu zauważalne skoki. Rola tak wielka, że blednie przy niej także znakomita komediowa kreacja Marka Rufallo. Kino bardzo moje, sprawiające mi przyjemność audiowizualnym spektaklem, ale też niebojące się swojego przekazu.

Czas krwawego księżyca

Liczba nominacji: 10

Dla mnie jako wielkiego miłośnika twórczości Martina Scorsese, premiera tego filmu był kinofilskim świętem. Oto jeden z moich ulubionych filmowców w wieku 80 lat (jakby zgarnął statuetkę, byłby najstarszym reżyserem, który otrzymał Oscara) wraca do wielkiej formy z obrazem, którego drapieżności mogliby mu pozazdrościć o połowę młodsi koledzy po fachu. Monumentalna (trwająca ponad 200 minut) adaptacja wstrząsającej książki Davida Granna to dla mnie nie tylko świetny kawałek kina, ale też dzieło człowieka, który wierzy, że filmy nadal mają moc mówienia o rzeczach ważnych, rozdrapywania ran i burzenia narodowych mitów. Czas krwawego księżyca to przykład na to, jak robić kino wielkie bez jednoczesnego popadania w tryb “dawajta mi te Oscary”. Przyznam się, że po wyjściu z kina początkowo czułem lekkie rozczarowanie faktem, że w czasie seansu nie było momentów, w których poczułbym natychmiastowy zachwyt. Potrzebowałem trochę czasu, aby zrozumieć, jak ten film wciąż we mnie siedzi i docenić właśnie to, że Scorsese nie ucieka się do takich efektownych sztuczek. Ta historia musi się rozwijać powoli i wrastać w widza niepostrzeżenie. Co w połączeniu ze wspaniałym aktorstwem (zwłaszcza Lilly Gladstone) sprawia, że to chyba mój ulubiony film z całej tegorocznej stawki.

Maestro

Liczba nominacji: 7

Uczciwe ostrzegam, że mogę być do tego filmu uprzedzony, ale po prostu nie jestem w stanie traktować go poważnie z powodu oscarowej desperacji, którą wykazuje się w nim Bradley Cooper chcący nam wszystkim pokazać, że jest filmowcem totalnym (jako reżyser, scenarzysta i odtwórca głównej roli). Oglądając biografię Leonarda Bernsteina, miałem wrażenie, że Coopera nie obchodzi sam kompozytor ani tworzonego przez niego muzyka. Ten film bardziej niż normalną fabułę przypomina zlepek scen pozwalających na popis aktorstwa i “pełnego zanurzenia się w postaci” – w końcu do tego służą filmowe biografie. Co najsmutniejsze, ta aktorska szarża Coopera ustępuje o wiele bardziej stonowanej roli Carie Mulligan, która kradnie ekran w każdej scenie, w jakiej się pojawia. Jak ładnie określił to pewien znajomy “Nie wierzę, że jakakolwiek decyzja kreatywna w tym filmie jest wynikiem szczerych pobudek”.

Oppenheimer

Ogólna liczba nominacji: 13

Jeśli chodzi o mój stosunek do adaptacji biografii ojca bomby atomowej, to sprawa nie jest taka prosta. Wydaje mi się, że mogę być wobec niej  trochę bardziej surowy, niż na to zasługuje, ale wychodzę z założenia, że jeśli ktoś rzuca się na tak ambitny projekt i nie ukrywa, że jego celem było zrobienie KINA to wymagania także trzeba mieć trochę wyższe. Nolanowi trzeba oddać, że podjął się nie lada wyzwania i sama wynikająca z tego faktu ambicja, jest czymś budzącym szacunek. I moim zdanie prawie mu się udało — Oppenheimerma sporo elementów filmu wielkiego (jak genialna rola Cilliana Murphy’ego), całość wręcz buzuje od monumentalności, ale niestety według mnie o tę wielkość się tylko ociera. Za dużo tu problemów typowych dla nolanowej narracji, takich jak zbytni patos (scena czytania Bhagawadgity podczas seksu nie daje mi spokoju do dzisiaj) czy słabo napisane postaci kobiece, sprawiające wrażenie, jakby Nolan nigdy w życiu nie rozmawiał z prawdziwym człowiekiem. Nie przeszkadza mi za to długość i zabawy z poszatkowaną chronologią. Nie jestem fanem tego filmu, ale paradoksalnie uważam, że jego reżyseria zasługuje przynajmniej na tę oscarową nominację — należy się za sam, trochę niedzisiejszy rozmach. Przy okazji jestem prawie pewien, że to właśnie Oppenheimer zdobędzie w tym roku większość głównych nagród.

Poprzednie życie

Ogólna liczba nominacji: 2

Kolejny przykład na to, że w tegorocznej puli znalazło się miejsce na film niekojarzone jako oscarowe. Poprzednie życie to bardzo spokojny, pozbawiony efektownej realizacji i stawiający na raczej stonowane aktorstwo. Z historii dwójki przyjaciół z dzieciństwa, których losu przecinają się kilkukrotnie w dorosłym życiu, łatwo byłoby zrobić łzawy i popadający w klisze melodramat. I choć czasami, zwłaszcza w drugim akcie, trochę za dużo tu mielizn, to piękne zwieńczenie wynagradza tu wszystko. Temat “życia, które mogłoby się wydarzyć” pięknie łączy filozoficzno-duchowe podejście z prozą codzienności. I choć dialogi są tu bardzo dobrze napisane, to najważniejsze są momenty, w których bohaterowie razem milczą — wtedy ich emocje wybrzmiewają najmocniej.

Przesilenie zimowe

Łączna liczba nominacji: 5

Uwielbiam ten film za jego niedzisiejszość, która jednocześnie nie jest tylko pretekstem do grania na sentymentach widzów tęskniących za słodko-gorzkimi melodramatami rodem z lat siedemdziesiątych. Alexander Payne ponownie udowadnia, że jest mistrzem w opowiadaniu historii o ludziach, którym daleko od ideałów, ale budzących w widzach prawdziwą empatię. Seans Przesilenia zimowego jest jak otulenie ciepłym kocykiem, który co prawda jest już śmierdzący i ma na sobie wiele plam, ale wolimy go od tych świeżych i pachnących lawendą. Konwencja filmu sprzed pięćdziesięciu lat nie służy tylko zabawie formą dla samej formy, ale ładnie wpisuje się w stanowiącą kluczowy element fabuły filozofie, według której przeszłość trzeba studiować, aby zrozumieć teraźniejszość. Warto zwrócić uwagę na doskonałe dialogi pozwalające głównej obsadzie na wspaniały aktorski popis. Paul Giamatti tworzy tu rolę kompletną i bardzo bym chciał, aby właśnie on dostał za nią Oscara za męską rolę pierwszoplanową.

Strefa interesów

Liczba nominacji: 5

Chyba najcięższy tytuł ze wszystkich tegorocznych kandydatów. I to zarówno ze względu na poruszany temat, jak i nietypową formę. Filmy o holocauście mają sporą oscarową tradycję (wystarczy wspomnieć Listę Schindlera czy Pianistę), ale dzieło Jonathana Glazera podchodzi do tematu w zupełnie niehollywoodzki sposób. Postanowił on opowiedzieć o holocauście za sprawą ukazania życia Rudolfa Hössa, komendata Auschwitz żyjącego z liczną rodziną za murem obozu zagłady. Glazer postanowił opowiedzieć o Holocauście bez pokazywania choćby jednej sceny rozgrywającej się w samym obozie. Zamiast tego skupia się na spokojnym, czasami wręcz nudnym pokazywaniu życia codziennego rodziny, która zdaje się zupełnie ignorowac fakt, że obok nich rozgrywa się jedna z największych zbrodni w historii. Świadomość rozgrywającej się obok zbrodni sprawia, że każda nawet najbardziej prozaiczna czynność staje się groteskowa. Twórcy nigdy nie dają nam o tym zapomnieć, a to za sprawą unoszącego się za murem dymu, czu głuchego łoskotu obozowej maszynerii (zastowanie dźwięku kilkukrotnie ociera się tu o geniusz). Nie do końca jestem przekonany do kilku artystycznych decyzji, które wybijają narrację z jej przerażajace prosoty, według mnie Strefa interesów traci wtedy to, co w niej najbardziej dojmujące. Jeden z tych filmów, które mogą zupełnie odrzucić, ale które i tak warto obejrzeć.

Jako bonus nr. 1 – zupełnie nieobiektywny ranking powyżsych filmów, ułożony według moich osobistych filmowych sympatii.

1.Czas krwawego księżyca

2. Biedne istoty

3. Przesilenie zimowe

4. Anatomia upadku

5. Strefa interesów

6. American Fiction

7. Poprzednie życie

8. Oppenheimer

9. Barbie

12. Maestro

Jako bonus nr. 2- Moje przewidywania tego jak w tym roku rozłożą się nagrody w poszczególnych kategoriach. Już nie według mojego gustu, ale po prostu chłodnej analizy.

Najlepszy film: Oppenheimer

Reżyseria: Christopher Nolan

Główna rola męska: Cillian Murphy

Główna rola kobieca: Emma Stone/Lilly Gladstone

Drugoplanowa rola męska: Robert Downey Jr.

Drugoplanowa rola kobieca: Da’vine Joy Randolph

Zdjęcia: Oppenheimer

Kostiumy: Barbie

Montaż: Anatomia upadku

Film zagraniczny: Strea interesów

Muzyka: Oppenheimer

Scenografia: Biedne istoty

Dźwięk: Strefa interesów

Scenariusz adaptowany: Oppenheimer

Scenariusz oryginalny: Anatomia upadku

W kilku pozostałych kategoriach się nie wypowiem. Trafnośc moich strzałów będziemy mogli ocenić już w poniedziałek.

Jeśli podobają Ci się moje teksty i chciałbyś Wesprzeć ich powstawanie za sprawą postawienia symbolicznej (7 zł) kawy to kliknij poniżej?

Related post

WP-Backgrounds Lite by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann 1010 Wien