Fargo – piękne opowieści o złu

 Fargo – piękne opowieści o złu

Drugi sezon Fargo jest rewelacyjny, to nie podlega żadnej wątpliwości. Niektórzy uważają, że wręcz przewyższa genialną pierwszą odsłonę. Mi jednak zabrakło w nim pewnego elementu, który był niezwykle ważny w zeszłorocznej opowieści o krwawych zdarzeniach w Minnesocie. 

O czym najczęściej opowiadają filmy braci Coen? Jak dla mnie, ich ulubioną tematyką jest ludzka miernota i głupota, które napędzają spirale nieszczęść. Tak było między innymi w komediowym Tajne przez poufne, jak i przerażającym To nie jest kraj dla starych ludzi. Ale przede wszystkim była to podstawa scenariusza genialnego Fargo. I właśnie ta tematyka jest głównym motywem łączącym serial ze swoim filmowym oryginałem. To oraz piękne krajobrazy zimowej Minnesoty.  Gdy po raz pierwszy usłyszałem o projekcie przeniesienia arcydzieła Coenów na serialową formę, byłem nastawiony co najmniej negatywnie. Myślałem, że będzie to po prostu perfidne podpięcie się pod znaną markę. Wbrew moim wcześniejszym oczekiwaniom, telewizyjne Fargo naprawdę mnie urzekło i okazało się jedną z najlepszych produkcji ostatnich lat. Przewrotna historia o konfrontacji wcielonego zła z ludzką przyzwoitością była diabelnie inteligentna, groteskowo zabawna i przepięknie nakręcona. Sezon stanowił zamkniętą opowieść, co nie znaczy, że produkcja się skończyła. Twórcy bardzo sprytnie zostawili sobie otwartą furtkę i dzięki temu mogli przenieść akcję drugiego sezonu do końcówki lat siedemdziesiątych.

Fargo są do siebie pozornie podobneFargo i dranie z drugiego sezonu

Drugi sezon jest serialem bardzo podobnym, ale jednocześnie mocno odmiennym. Tutaj także akcja zaczyna się nakręcać z powodu wypadku i głupiej reakcji, która pociąga za sobą lawinę nieszczęść. Mamy też szlachetnego policjanta stawiającego czoła pełzającemu złu. Wraca motyw postaci, która mimo swojej marności uważa, że od życia należy się jej więcej. No i oczywiście, znów pada pełno trupów i jest niezwykle krwawo. Ale tym razem opowiadana historia ma więcej bohaterów i rozgrywa się w innej skali, bo główną osią fabularną jest tutaj wojna między lokalnym, rodzinnym gangiem, a wielką mafią z Kansas City. I przez to całość trochę dla mnie traci. Zanim jednak zacznę narzekać, pozachwycam się warstwą formalną tego sezonu. Już rok temu Fargo zachwycało bardzo ciekawymi rozwiązaniami montażowymi i sposobem prowadzenia narracji. Jednak tym razem twórcy przeszli samych siebie. W każdym odcinku aż roi się od wizualnych perełek, z dzieleniem ekranu na dwie części na czele. Trudno byłoby wymienić, która z nich robi największe wrażenie, bo jest ich po prostu zbyt wiele. Do tego dochodzi fenomenalna oprawa muzyczna. Ten sezon to jeden wielki narkotyk, który oszałamia i nie pozwala się oderwać, a potem zostawia wygłodniałego widza w oczekiwaniu na następna dawkę. Jednak problem w tym, że forma zdecydowanie przerasta treść, podczas gdy w przypadku pierwszego sezonu działały one we wspaniałej równowadze.

Martin Freeman w pierwszy sezonie Fargo

Najbardziej brakuje mi tutaj napięcia towarzyszącego relacji między Malvo i Lesterem. Osobiście bylem zachwycony tym, jak dobrze pokazywała ona motyw wyzwalania zła, które początkowo wydaje się drogą do prawdziwej wolności. Demoniczny morderca i obślizgły sprzedawca ubezpieczeń tworzyli duet, który napędzał całą opowieść i sprawiał, że napięcie w serialu obecne było do końca. Oczywiście wielka w tym zasługa fenomenalnych ról Martina Freemana i Bobbye’go Billy’ego Thortona. W drugim sezonie zabrakło mi właśnie tak mocnych relacji między postaciami. Zwiększenie skali wydarzeń sprawiło, że w pewnym momencie przestałem przejmować się losami głównych bohaterów i prostu syciłem zmysły. Dodatkowo na końcu napadło mnie poczucie, że nie do końca wiem, co dokładnie miała mi przekazać ta historia. Natomiast w wypadku pierwszego sezonu, czułem kompletność całości. Choć z drugiej strony, ta bezsensowność wyziewająca z końcówki drugiej odsłony też jest intrygująca na swój sposób.

Fargo to serialowa ekstraligaKirsten Dunst w drugim sezonie Fargo

Powyższe uwagi mają jednak sens jeśli patrzymy na oba sezony jako na jeden projekt, a przecież nie musi tak być. Drugi sezon “Fargo” spokojnie można obejrzeć bez znajomości poprzednika, straci się parę smaczków, ale nadal będzie to rewelacyjne przeżycie. Mogę sobie narzekać, że zrobił na mnie trochę mniejsze wrażenie i trochę rozczarował pod koniec. Nie zmienia to jednak faktu, że to serialowa ekstraliga, do której większość telewizyjnych produkcji nie ma nawet startu.

Related post

WP-Backgrounds Lite by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann 1010 Wien