Sound of Metal, czyli jak zrozumieć ciszę.

 Sound of Metal, czyli jak zrozumieć ciszę.

“Sound of Metal” skradł moje kinofilskie serce. To cudowny przykład tego, jak wykorzystać możliwości tego medium, aby zaangażować emocje widza tak, jak możliwe jest to tylko na sali kinowej.

Wiedziałem, że Sound of Metal muszę zobaczyć w kinie. Wizja kolejnego seansu na kanapie, w domowych warunkach, nawet nie wchodziła w grę. Wizyta kina tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że była to słuszna decyzja. Choć okazało się, że powód ku temu jest ździebka inny od tego, czym kierowałem się na początku. Wcześniej naczytałem się o tym, jak istotny jest w tym filmie dźwięk, więc stwierdziłem, że nawet nie będę próbował zaufać swojemu telewizorkowi. I owszem, nagłośnienie w sali kinowej wykonało swoje zadanie, ale okazało się, że najważniejsza okazała się możliwość pełnego skupienia oraz to, co się wydarzyło zaraz po opuszczeniu sali kinowej. To niemożliwe (przynajmniej dla mnie) do uzyskania w domowych warunkach, chwilowe uczucie częściowego rozdarcia pomiędzy dwoma światami, to dziwne zagubienie, kiedy emocje wciąż się w nas kłębią, nie są niwelowane przez błyskawiczne skupienie się na czymś innym. Sound of Metal jest właśnie jedną z tych produkcji, które osiągają to, co w sztuce jest niezwykle ważne – pozostawiają w głowie wrażenie przez chwile zmuszające nas do innego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość i zderzenie jej z tym, co właśnie widzieliśmy. Dlatego najlepiej obejrzeć go samemu, a potem wyjść na ulicę i rozmyślać nad nim podczas jej spokojnej obserwacji.

Sound of Metal Riz Ahmed i Olivia Cooke

Historia jest tu bardzo prosta. Ruben to perkusista, który wraz ze swoją dziewczyną Lou tworzą niszowy, metalowy duet jeżdżący po małych klubach w USA. Życie w ciągłej trasie i pełne skupienie na muzyce wydaje się ich sposobem na szczęście. Jednak ta niekończąca się przygoda zostaje przerwane nagłą, gwałtowną stratą słuchu przez Rubena. Bohater najpierw chce poddać się operacji mogącej przywrócić mu choć odrobinę słuchu, ale ostatecznie trafia do ośrodka dla niesłyszących prowadzonego przez niepijącego alkoholika Joe, który chce pokazać swoim podopiecznym, że ich niepełnosprawność nie odbiera im możliwości szczęśliwego życia. Początkowo Ruben jest wielkim przeciwnikiem tego rozwiązania, ale stopniowo zaczyna się przystosowywać do nowej sytuacji, w czym pomaga mu bardzo szorstkie, ale przepełnione troską podejście Joe. Wiem, że powyższy opis brzmi, jak zapowiedź kiczowatego crowd pleasure’a o przezwyciężaniu własnych ograniczeń, ale uwierzcie mi, to nie jest ten przypadek. Po pierwsze – twórcy bardzo umiejętnie podpuszczają widza i naprowadzają go na różne fabularne klisze, po czym porzucają je lub odchodzą w zupełnie innym kierunku. Po drugie – tym razem nie chodzi o samą historię, ale to jak została opowiedziana, w jaki sposób filmowe środki służą tu do podbicia jej emocjonalnego wydźwięku.

Sound of Metal Riz Ahmed

Sound of Metal przykuwa od razu uwagę tym, jak język filmu jest tu wykorzystany do wejścia w skórę głównego bohatera. Montaż, operowanie dźwiękiem, zaskakująco skromna ścieżka muzyczna – w każdym z tych aspektów znalazło się pełno świetnie przemyślanych zabiegów, z których najbardziej wyróżnia się częste kontrastowanie za pomocą dźwięków. Nagłe przeskoki ze świata słyszanego przez Rubena (szelestu dziwne dudnienie) do normalnych dźwięków bardzo często wybijają z rytmu i powodują niepokój. Jednym z moich ulubionych motywów jest pojawienie się napisów do języka migowego dopiero wtedy, kiedy Ruben uczy się jego zasad – wcześniej jesteśmy tak samo oszołomieni, jak on. To odkrywanie kolejnych sposobów, w jaki można pokazać zagubienie i powolne odnajdywanie się bohatera w nowej sytuacji, w samo sobie jest czystą kinofilską rozkoszą.. Takich smaczków jest o wiele więcej, często są on na tyle zniuansowane, że dopiero w pełnym skupieniu jesteśmy w stanie je docenić. To film zmuszający widza to poświęcenia całej jego uwagi, ale oferującym mu za to wyjątkowo satysfakcjonującą nagrodę.

Sound of Metal Paul Raci

Dla mnie jest to przede wszystkim opowieść o konieczności porzucenia przywiązania do swojego starego życia oraz nauki komunikacji ze światem na nowo. Bo największym problemem Rubena nie jest pojawiająca się głuchota, ale jego wewnętrzne rozedrganie. Bardzo istotne (ważniejsze nawet niż bycie muzykiem) jest to, że to czysty od czterech lat heroinista, który wciąż musi być w ruchu, aby unikać konfrontacji się z samym sobą. Droga Rubena to nauka spokoju i ucieczki od zgiełku, którą przeżywamy wraz z nim, także dzięki temu, że to film zaskakująco pozbawiony pompatycznych, przeszarżowanych dramatycznych scen. Ważniejszy jest tu właśnie spokojne pokazywanie transformacji bohatera, jego dorastanie do zaprzestania oszukiwania siebie, w czym najbardziej pomaga mu Joe – chyba każdy z nas chciałby spotkać kogoś, kto tak pięknie wyłuszczy mu otrzeźwiające “Ale pierdolisz synek, problem jest gdzie indziej”. Właśnie to oswajanie strachu przed zmianą jest tu najbardziej dojmujące.

Sound of Metal Riz Ahmed Olivia Cooke

Od dawna uwielbiam aktorstwo Riza Ahmeda (chyba od czasów długiej nocy) i jestem zachwycony, że w końcu dostał rolę, która pozwoli szerszej publice zrozumieć, z jakim talentem mamy tu do czynienia. Ruben w jego wykonaniu to rola subtelna, w naturalny sposób przechodząca od wściekłości oraz przerażenia do coraz lepszego odnajdywania się w nowej rzeczywistości. Na pewno pomaga mu w tym jego przyciągająca uwagę twarz oraz hipnotyzujące, wielkie oczy, od których nie da się oderwać wzroku. Co doskonale się składa, bo właśnie to za ich pomocą Ahmed wyraża tu najwięcej, wystarczy jedno spojrzenie, abyśmy od razu czuli to samo, co on. Wiem, że to bardzo wyświechtane określenie, ale jest najzwyczajniej na świecie fascynujący. Warto nadmienić, że aktor wraz z reżyserem filmu, Dariusem Marderem, podeszli do tej roli bardzo metodycznie –Ahmed spędził siedem miesięcy na nauce języka migowego, chodził na spotkania społeczności głuchych oraz poznawał specyfikę jej kultury. Wszystko po to, aby jak najlepiej zagłębić się w swojej postaci.

Ahmed skupia na sobie większość uwagi, ale największym zaskoczeniem jest chyba wybitna kreacja Joe, w którego wcielił się kojarzony raczej z niezbyt wysokiej klasy produkcjami, Paul Raci. W Sound of Metal prezentuje bardzo surowe i naturalistyczne aktorstwo sprawiające, że sceny z jego udziałem zdają się czasami być bliższe filmowi dokumentalnemu niż fabule. Dużym plusem okazała się tu pewnie też doskonała znajomość języka migowego – jest wychowankiem głuchych rodziców, więc ten występ był dla niego czymś bardzo osobistym. Olbrzymim zaskoczeniem jest też rewelacyjny Paul Ricci jako Joe. Trochę szkoda, że grająca Lou Olivia Cooke dostała tak mało czasu ekranowego, bo to także bardzo charyzmatyczny występ, ale nie ma okazji tu wystarczająco wielu, aby naprawdę rozwinąć tu aktorskie skrzydła.

Sound of Metal Riz Ahmed

Sound of Metal ma pewne wady (drugi akt trochę nie może się skończyć), ale przyćmiewane są one tym, jak bardzo forma i treść są tu ze sobą połączenie i genialnie wpływają na siebie nawzajem. Wszystko służy tu jednemu celowi, jakim jest próba jak najlepszego oddania emocji głównego bohatera. Jeśli naprawdę kochacie kino jako sztukę, fascynują Was metody opowiadania historii dostępne tylko jemu, to pokochacie ten film.

PS. Ciekawostką jest to, że zaraz po Sound of Metal Ahmed zagrał w Mogul Mowgli, w którym też wcielił się muzyka tracącego możliwość występowania z powodu choroby (rapera tracącego władze nad mięśniami).

Jeśli podobają Ci się moje teksty i chciałbyś Wesprzeć ich powstawanie za sprawą postawienia symbolicznej (5) kawy to kliknij poniżej🙂

Related post

WP-Backgrounds Lite by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann 1010 Wien