W krainie honoru i intrygi, czyli o nowej, serialowej adaptacji “Szoguna”.

 W krainie honoru i intrygi, czyli o nowej, serialowej adaptacji “Szoguna”.

“SHŌGUN” — Pictured: Hiroyuki Sanada as Yoshii Toranaga. CR: Kurt Iswarienko/FX

Nowa serialowa adaptacja “Szoguna” wybija się na tle innych produkcji historycznych. To prawdziwa wypełniona przygodami podróż do Japonii 1600 roku, w której czuć znaną z książek Jamesa Clavella fascynację zderzeniem obcych dla siebie kultur.

Rzadko zdarza mi się wyczekiwać serialowej premiery tak mocno, jak miało to miejsce w przypadku nowej adaptacji Szoguna Jamesa Clavella. Nie ukrywam, że jestem psychofanem jego Sagi azjatyckiej, której Szogun jest chronologicznie pierwszą częścią. Wchodzące w jej skład książki są dla mnie ucieleśnieniem tego jak powinna wyglądać opowieść przygodowo-fantastyczna z prawdziwego zdarzenia. Nie jest to miejsce, aby rozpisywać się o każdej z nich z osobna, więc pozwolę sobie na mały skrót: to sześć samodzielnych (choć poszczególne tomy nawiązują do siebie w mniejszy lub większy sposób) powieści rozgrywających się na przestrzenii prawie sześciuset lat powieści. Ich głównymi bohaterami są mieszkańcy zachodu, którzy z powodu geopolitcznych zawirowań trafiają do azjatyckich państw w przełomowym dla nich momencie. Ta specyficzna tematyka ma źródło w życiu samego Clavella, który w czasie II wojny światowej spędził jako jeniec wojenny przetrzymywany w japońskim obozie na wyspie Changi (co stało się podstawą jego rewelacyjnego Króla szczurów). To wtedy zrodziło się jego zafascynowanie azjatyckimi kulturami, które jest tak dobrze widoczne w jeog książkach. Miał niebywały talent do tworzenia pełnokrwistych bohaterów, snucia intryg i łączenia wydarzeń fikcyjnych z historycznymi. To nie tylko świetne opowieści awanturnicze – równie istotne jest w nich próba oddania zderzenia się ze sobą odległych kulturowo i psychologicznie światów, co wynosi te książki na poziom trochę wyższy niż “zwykłe czytadła”.

#materiałreklamowy

Shogun Cosmo Jarvis
“SHŌGUN” — Pictured: Cosmo Jarvis as John Blackthorne. CR: Kurt Iswarienko/FX

Szogun był bestsellerem i do dzisiaj utrzymuje status klasyki swojego gatunku, ale naprawdę duży rozgłos zdobył dzięki niezwykle popularnemu serialowi z Richardem Chamberlainem w roli głównej. Na swoje czasy była to rzecz pod wieloma względami przełomowa  (choćby ze względu na pokazanie brutalnych scen jak dekapitacja czy seppuku lub tak duże zaangażowanie japońskich aktorów) i do dzisiaj stanowi przykład wzorcowej produkcji kostiumowej. Serial trafił do Polski w roku 1985, czyli pięć lat po swojej amerykańskiej premierze i właściwie z miejsca zdobył status produkcji kultowej – popytajcie rodziców i dziadków, mogą mieć kilka ciekawych historii na ten temat. Z powodów czysto technicznych (urodziłem się cztery lata później) nie miałem okazji obserwować tego szału na własne oczy, ale jego echo było obecne w moim rodzinnym domu jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Rodzice od czasu do czasu robili sobie powtórne seanse kopii nagranych na kasety VHS, co w połączeniu z miłością mojej mamy do Ptaków ciernistych krzewów sprawiało, że RIchard Chamberlain jawił mi się jako największa gwiazda na świecie. I choć po książki Clavella sięgnąłem już jako dorosły czytelnik, to Szogun jako coś wyjątkowego był zakodowany w mojej głowie od dawna. 

Szogun Lady Mariko
“SHŌGUN” — Pictured: Anna Sawai as Toda Mariko. CR: Kurt Iswarienko/FX

Zostawmy jednak  wspomnienia za sobą i skupmy się na nowej wersji, która wcale nie potrzebuje nostalgii, aby zainteresować współczesnych widzów. Niezorientowanym warto pewnie opisać, o czym Szogun właściwie opowiada: To rozgrywająca się na przełomie XV i XVI wieku historia angielskiego pirata Johna Blackthorne’a, którego statek rozbija się u wybrzeży Japonii. Jest to wydarzenie o tyle niezwykłe, że wcześniej do wyspy mieli dostęp tylko portugalscy misjonarze, trzymający trasę do niej w tajemnicy. Za sprawą swojego sprytu i kilku zbiegów okoliczności trafia w otoczenie samurajskiego lorga Toranagi, przez co staje się istotnym elementem politycznej intrygi, która może skończyć się wybuchem wojny domowej. Ten opis nie oddaje to do końca tego, z jak wielowątkową i misternie utkaną fabułę mamy do czynienia. Czego tu nie ma: pałacowe rozgrywki, morskie potyczki, zakazany romans, sojusze i zdrady, niespodziewane śmierci, gesty wielkiej odwagi i równie wielkiej niegodziwości, honorowe pojedynki i dyskusje o sprawach ostatecznych – naprawdę to serial naprawdę naładowany treścią. I do tego traktujący widza poważnie, ufający jego umiejętności skupienia i dokładnego śledzenia wątków. Szoguna nie wolno oglądać jednym okiem, bo łatwo się wtedy pogubić w tym “kto, co i dlaczego”. Ten zalew informacji bywa przytłaczający, ale dla mnie to akurat zaleta, bo kiedy już się w tym wszystkim połapiemy, to śledzenie intryg jest naprawdę satysfakcjonujące. 

Szogun serial Disney
“SHŌGUN” — Pictured: Tokuma Nishioka as Toda Hiromatsu. CR: Katie Yu/FX

Skupieniu na ekranie sprzyja także fakt, że większość dialogów rzeczywiście odbywa się tu w języku japońskim. Angielski pojawia się tylko wtedy, kiedy Blackthorne rozmawia z innymi europejczykami lub japońskimi tłumaczami. Co prawda według słów bohaterów powinien to być portugalski, ale możliwe, że byłoby to za dużo. To nie tylko zabieg stylistyczny, bo bariera językowa i powolne nauka japońskiego przez bohatera, to ważny element fabuły, ale także jedna z myśli przewodnich serialu. Szogun zachowuje ducha książek Clavella i kładzie dużo wagi na ukazanie zderzenia się dwóch obcych kultur. Blackthorne nie jest ukazany jako biały zbawca, który uczy Japończyków słusznego, europejskiego podejścia do życia. To cywilizacyjne spotkanie jest o wiele subtelniejsze i często nie tak oczywiste, jakby mogło się początkowo wydawać. Odważę się też stwierdzić, że japońska kultura jest tu ukazana z dużym szacunkiem, bez traktowania jej jako egzotycznego dziwactwa. Jest w tym wszystkim zawarta ciekawość obcości i zachęta do przemyślenia innego spojrzenia na podstawowe aspekty ludzkiej natury. Pod tym względem szczególnie istotne są rozmowy i rozważania na temat różnych podejść do śmierci – zarówno osobistych, jak i wpisanych w schematy cywilizacyjne. To dodaje serialowi dodatkowej, całkiem frapującej filozoficznej warstwy. 

Szogun serial Disney
“SHŌGUN” — Pictured: Fumi Mikado as Ochiba no Kata. CR: Kurt Iswarienko/FX

Szogun imponuje inscenizacyjnym rozmachem, pod tym względem spokojnie może konkurować z kinowymi superprodukcjami. Wizualnie bywa wręcz przepiękny, zarówno wtedy jak pokazuje majestatyczną, lekko skąpaną we mgle przyrodę, jak i kiedy przenosimy się do wnętrz japońskich domów i pałaców. Kostiumy, scenografia i dekoracje sprawiają wrażenie dopracowanych w najmniejszym detalu, co pozwala osadzić się w Japonii roku 1600. Tak samo nie zawodzi obsada aktorska, która stanęła przed dużym wyzwaniem, bo przecież właśnie aktorzy stanowili jedną z największych sił starego Szoguna. I nie chodzi tu tylko o samego Richarda Chamberlaina, ale też chociażby grającego Toranagę Toshiro Mifunę czy wcielającą się w Lady Mariko Yoko Shimadę. Jednak udało znaleźć się godnych następców. Tym razem w Blachtorne’a wcielił się Cosmo Jarvis, aktor pozbawiony aparycji amanta, do tego posiadający bardzo charakterystyczny akcent mógł się wydać ryzykownym wyborem, ale właśnie jego nietypowe cechy dodają Blackthornowi pasujących do niego zadziorności i pewnego rodzaju dzikości. Grająca Mario Anna Sawai także wypada bardzo dobrze, choć tutaj muszę trochę ponarzekać i stwierdzić, że nie do końca kupiłem rodzące się między tą dwójką uczucie, zabrakło między nimi jakieś iskry. Jednak prawdziwą gwiazdą serialu jest Hiroyuki Sanada – jego Toranaga przepełniony  jest charyzmą i godnością pozwalającymi uwierzyć, że to człowiek, za którego jego poddani są gotowi oddać własne życia. Reszta ekipy także staje na wysokości zadania, a fakt, że składa się głównie z japońskich aktorów i aktorek dodaje Szogunowi pewnej świeżości wynikającej braku wrażenia “tego to już widziałem w kilku innych serialach” charakterystycznego dla amerykańskich produkcji.

Szogun serial Disney
“SHŌGUN” — Pictured: Yuki Kura as Yoshii Nagakado. CR: Kurt Iswarienko/FX

Szogun to przykład na to, że do niektórych historii naprawdę warto wracać i opowiadać je ponownie. Nowoczesna oprawa pozwala wyciągnąć to, co najlepsze z uniwersalnej siły opowieści Clavella, która wciąż wybija na tle większości seriali historycznych. Mam małe marzenie – chciałbym, aby sukces Szoguna zachęcił do tworzenia kolejnych adaptacji książek wchodzących w skład Sagi azjatyckiej, bo to naprawdę wyjątkowo wdzięczny materiał. A na razie polecam Wam wyprawę do dawnej Japonii, która możecie rozpocząć już teraz na Disney+. 

Tekst powstał w ramach współpracy komercyjnej z Disney+.

Related post

WP-Backgrounds Lite by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann 1010 Wien