Zakaz snobowania, czyli za co lubimy Oscary

 Zakaz snobowania, czyli za co lubimy Oscary

Krytycy nagród Amerykańskiej Akademii Wiedzy i Sztuki Filmowej narzekają często, że statuetki przyznawane są filmom, które wcale nie są najlepsze, a sama gala to festiwal blichtru i samozadowolenia. Czy jednak rzeczywiście trzeba uznać to za wadę?

Co roku przeżywamy ten sam schemat. Pojawiają się nominacje do Oscarów, a za nimi wysyp tekstów komentujących wybory Akademii. Natura takich ogłoszeń ma to do siebie, że prawie każdy musi wygłosić swoje zdanie na ich temat. Chyba nic tego nie zmieni – symbolika Oscarów jest osadzona w naszej psychice mocniej niż chyba jakiekolwiek inne wyróżnienie. I jak z każdą sprawą, przy której panuje atmosfera podniecenia, pojawia się równie mocna przeciwwaga w postaci snobowania.

  • Przecież często i gęsto bardziej od jakości filmu ważniejszy jest jego wydźwięk społeczny.
  • Przecież to nagrody kina popularnego, a nie tego najlepszego.
  • Przecież bardzo istotna w tym wszystkim jest cała kampania promocyjna, poza to jedna wielka gala próżności i blichtru.

Podobne litanie mogą się toczyć w nieskończoność. Ogólnie ich przekaz jest dość prosty: Oscary to nagroda, która nie powinno interesować nikogo, kto NAPRAWDĘ fascynuje się kinem. To wyróżnienie podniecające tylko dla fanów komercyjnych produkcji, kiedy naprawdę ciekawe filmy nie mają szans się załapać. I to snobowanie z rok na rok coraz bardziej mnie wpienia, bo niesamowicie psuje ludziom coś, co dla większości jest po prostu dobrą zabawą.

830152312

Wydaje mi się, że argumentację zadartych nosków można zbić dwutorowo. Po pierwsze, warto im uświadomić, że większość ludzi interesujących się filmem doskonale zdaje sobie sprawę ze specyfiki, którą charakteryzuje się oscarowa gala. To nie jest tak, że nieświadome owce są ślepo zapatrzone w te złote statuetki i uznają członków Akademii za wyrocznię. Jednak wiedzą też, że w Oscarach to nie jest najważniejsze. Właśnie te wszystkie pozaartystyczne czynniki sprawiają, że te nagrody są tak ciekawym papierkiem lakmusowym dla aktualnych trendów i nastrojów społecznych. Obserwując różne teksty na temat oscarowych przewidywań można zauważyć, że wiele osób próbuje je tworzyć właśnie na tej podstawie. To fajne i ciekawe ćwiczenie z analizy tego, co obecnie dzieje się na świecie. I nie ma w tym nic złego.

jennifer-lawrence-falling-down-oscars-2013-ftr

Kinowych snobów boli często to, że oscarowe filmy rzadko przynależą do nurtu artystycznego i skierowane są w stronę masowego widza. I tutaj też mogę przyznać zupełną rację, ale ponownie stwierdzę, że to zaleta tych nagród, a nie ich wada. Pomijam już fakt, że często i gęsto duża liczba nominowanych filmów to po prostu produkcje, które z jakiegoś powodu warte są obejrzenia, nawet jeśli ogląda się ich tysiąc rocznie. Jednak nie o to chodzi, bo właśnie w tym egalitaryzmie względem gustów tkwi ich siła. Mając do dyspozycji oscarową pozycję, masz bardzo dużą szansę, że spodoba się ona wszystkim, dla których filmy niekoniecznie są najważniejszą rzeczą w życiu. Choćby w czasie seansu po świątecznym obiadku pewniejszym jest to, że bardziej zachęcimy członków rodziny na obejrzenie “tego oscarowego filmu” niż jakiegoś eksperymentu docenionego, na europejskim festiwalu. Obrazy nagrodzone Oscarem to pewna optymalna średnia tego, co przeciętny człowiek uważa za film wart obejrzenia.

mat affleck

Z ostatnim argumentem trudno mi się kłócić, bo to absolutna prawda. Oscarowa gala to przesycona samozadowoleniem, pełna przepychu impreza dla sławnych  ludzi, którzy przyjechali tam, aby nawzajem się poklepywać po plecach. To nagroda dla producentów i wielkich wytwórni filmowych, która nie ma żadnego wpływu na życie przeciętnego człowieka. Ale wiecie co? To ciągle mi nie przeszkadza, bo ta cała otoczka, to najładniejsza bajka, jaką napisało sobie Hollywood. Zresztą, to ostatnie okruszki, które pozostały po Złotej Erze, kiedy gwiazdy były traktowane niczym bogowie stąpający wśród zwykłych śmiertelników. Jesteśmy tak skonstruowani, że potrzebujemy zapatrywania się w idoli i gwiazdy, w tworzenie sobie własnych mitów. Ludzie uwielbiają podziwiać piękne suknie, charyzmatycznych aktorów i aktorki robiących ładne lub śmieszne gesty. Są to czynności pozornie puste, ale niby czemu wszystko w naszym życiu musi być szlachetne i wzniosłe? Przecież większość z tego, co robimy wcale takie nie jest. I zżymanie się na to, że ktoś raz do roku po zachwyca jakimiś pierdołami, ma w sobie znamiona sporej hipokryzji. Ja osobiście lubię się czasami zatracić w zbiorowym podnieceniu, to miła odmiana w czasach galopującego indywidualizmu.

Related post

WP-Backgrounds Lite by InoPlugs Web Design and Juwelier Schönmann 1010 Wien